[ Strona główna ]

RACJE

Numer 13

LUTY 2024


Aleksiej Nawalny

PATRZĄC W STÓŁ OSTATNIE SŁOWO OSKARŻONEGO
( Moskwa, 19.12.2014, sąd rejonowy dzielnicy Zamoskworzecze)



Ile razy w życiu człowiek nieparający się działalnością przestępczą wygłosić może swoje ostatnie słowo? Ani razu! Zero! Może raz, a ja wygłaszam je już chyba po raz szósty, siódmy albo dziesiąty w ostatnich dwóch latach. Tę frazę: "Oskarżony Nawalny, może pan teraz wygłosić swoje ostatnie słowo", słyszałem już wiele razy. Może się wydawać, że po ostatnim słowie - moim, twoim, każdego - powinny nastąpić ostatnie dni, w moim jednak przypadku jak dotąd nie nastąpiły.

Najważniejsze, co mnie o tym przekonuje: jak by tak wam wszystkim tutaj zrobić zdjęcie, najlepiej wszystkim razem, z przedstawicielami tak zwanych poszkodowanych – to są ci ludzie, z którymi rozmawiam ostatnimi czasy, ludzie patrzący w stół… Rozumiecie? Wy wszyscy patrzycie w stół! Ja z wami rozmawiam – wy patrzycie w stół, bez przerwy, wszyscy. Nie macie nic do powiedzenia. Pani sędzio Jeleno Siergiejewno, jaka jest pani ulubiona fraza, którą się pani zwraca do mnie? Wie pani na pewno. Śledczy, prokuratorzy, pracownicy służby więziennej, sędziowie z zakresu spraw cywilnych, z zakresu spraw karnych… wszyscy mówicie jedno i to samo zdanie: „Aleksieju Anatoliewiczu, przecież pan rozumie”. Rozumiem. Ja wszystko rozumiem. No, nie rozumiem jednego: dlaczego wy ciągle patrzycie w stół?

Nie mam żadnych złudzeń. Doskonale wiem, że nikt z was nie wskoczy na stół, nie wywróci go, nie powie: „Mam już tego dość!” Nie wstanie nikt z przedstawicieli Yves Rocher i nie powie: „Nawalny przekonał nas swoją elokwentną wypowiedzią”. Ludzie skonstruowani są inaczej. Ludzka świadomość kompensuje poczucie winy. Gdyby nie to, ciągle byśmy osiadali na mieliźnie, jak delfiny. Nie da się, jak gdyby nigdy nic, wrócić do domu i powiedzieć dzieciom, mężowi, żonie: „Wiecie, dzisiaj przyłożyłem rękę do tego, że posadzili absolutnie niewinnego. Teraz cierpię i będę cierpieć długo”. Tak nie robimy. Jesteśmy skonstruowani inaczej. Powiedzą raczej: „Aleksieju Anatoliewiczu, pan przecież wszystko rozumie”. Albo powiedzą: „Nie ma dymu bez ognia”. Albo: „Trzeba było nie ruszać Putina”, jak niedawno cytowano słowa rzecznika komitetu śledczego. Gdyby nie ściągać na siebie uwagi, nie wymachiwać rękami, nie utrudniać przejścia przechodniom, to na pewno by się wszystko rozeszło po kościach.

Niemniej jednak to dla mnie bardzo ważne, móc zwracać się do tej części sali; do tych, co zobaczą lub przeczytają to moje ostatnie słowo… na dobrą sprawę bez sensu, ale ludzie patrzący w stół, to przecież, ogólnie mówiąc, ludzie patrzący w pole bitwy, która się toczy między tymi żulikami, którzy przejęli władzę, a ludźmi, którzy chcą coś zmienić. Walczymy przecież właśnie o tych ludzi, którzy patrzą w stół, wzruszają ramionami i w sytuacji, kiedy należy po prostu nie robić jakiejś tam podłości, oni ją robią.

Słynny cytat – w dzisiejszych czasach wszyscy lubią kogoś cytować – ze słynnej książki Smok: „Wszystkich uczyli złego. Tylko dlaczego akurat ty okazałeś się najlepszym uczniem, bydlaku?”. To nie jest skierowane bezpośrednio do Wysokiego Sądu. Ogromna większość ludzi zmuszona jest zrobić jakąś tam podłość, zrobi ją też, kiedy ich nikt nie zmusza, ani nawet nie prosi. Oni po prostu patrzą w stół. Starają się nie widzieć, co się dzieje. I nasza batalia o ludzi patrzących w stół: wytłumaczyć wam jeszcze raz, żebyście nie patrzyli, tylko przyznali się przed samymi sobą, że niestety wszystko w naszym pięknym państwie, cała władza, wszystko, co się wyprawia, opiera się na wierutnym kłamstwie.

Ja tu stoję przed wami i gotów jestem tak stać dowolną ilość razy po to, żeby dać dowód wam wszystkim, że ja się na to kłamstwo nie godzę, i się z nie pogodzę. Kłamstwo dosłownie o wszystkim, od pierwszego do ostatniego słowa. Rozumiecie? Mówią mi, że interesy etnicznych Rosjan w Turkmenii… Że one nie istnieją. Za to w obronie interesów Rosjan w Ukrainie trzeba wszcząć wojnę. Mówią mi, że nikt nie krzywdzi Rosjan w Czeczenii. Mówią mi, że w Gazpromie nikt niczego nie kradnie. Kiedy dostarczam konkretne dokumenty świadczące o tym, że ci urzędnicy mają niezarejestrowane posiadłości i firmy, mówią: „Niczego takiego nie ma”. Mówię im, że jesteśmy gotowi przyjść na wybory i wygrać z wami na tych wyborach: zarejestrowaliśmy partię, robimy mnóstwo rzeczy. Odpowiadają: „To wszystko bzdura. My wygrywamy wybory, a wy w nich nie bierzecie udziału nie dlatego, że my was do nich nie dopuszczamy, tylko dlatego, że nieprawidłowo wypełniliście dokumenty”.

Wszystko opiera się na kłamstwie, na ciągłym kłamstwie. Rozumiecie? A im bardziej przekonujące dowody prezentuje ktokolwiek z nas, z tym większym stykamy się kłamstwem. To kłamstwo stało się mechanizmem stosowanym przez państwo, stało się istotą i kwintesencją państwa. Widzimy wystąpienia najważniejszych osób w państwie: łgarstwo od pierwszego do ostatniego słowa, odnośnie rzeczy ważnych i w najmniej istotnych szczegółach. Wczoraj wystąpił Putin. Mówi tak: „Nie mamy żadnych pałaców”. A my fotografujemy te pałace po trzy na miesiąc! Pokazujemy, wykładamy w internecie. „Nie, nie mamy pałaców…”. Nie ma oligarchów pasożytujących na państwie? A tu, proszę bardzo, oto dokumenty. Patrzcie, jak szef kolei pół firmy przepisał na offshory w Panamie i Cyprze.

Dlaczego mamy się godzić na to kłamstwo? Dlaczego mamy patrzeć w stół? Proszę wybaczyć, że wciągam was w filozofię, ale życie jest za krótkie, żeby patrzeć w stół. Ledwie się obejrzałem, a już czterdziestka na karku. Nie zdążę spojrzeć, a już wnuki będą. A potem – i dotyczy to nas wszystkich – nie zdążysz się obejrzeć, a już leżysz na łóżku, dookoła rodzina, krewni, myślący tylko: „Niechby już się przekręcił i zwolnił miejsce”. I przyjdzie taka chwila, że zrozumiemy, że absolutnie wszystko, co robiliśmy, w imię czego patrzyli śmy w stół i milczeliśmy, nie miało sensu. W naszym życiu sens mają tylko te momenty, kiedy robimy coś właściwego. Kiedy nie musimy patrzeć w stół, lecz możemy po prostu patrzeć sobie nawzajem w oczy. A wszystko inne nie ma sensu.

Właśnie dlatego sytuacja, w jakiej się teraz znajduję, jest dla mnie cokolwiek bolesna. I boleśnie sprytny jest plan, który Kreml wybrał do zwalczania mnie. Kiedy nie próbują po prostu wsadzić za kraty tylko mnie, ale ciągną jeszcze dodatkowo innych niewinnych ludzi. Oficera z piątką dzieci. A ja mam patrzyć w oczy jego żonie.

Jestem pewien, że po zajściach na Placu Błotnym wielu ludzi posadzili za nic, po prostu żeby zastraszyć mnie, takich jak ja, liderów opozycji. Teraz wsadzacie do więzienia mojego brata. On też ma żonę, dwoje dzieci i rodziców. I ja mam jakoś… Oni wszyscy wszystko rozumieją, wspierają mnie. Jestem bardzo wdzięczny swojej rodzinie, ale powiem coś jeszcze…

Przyznaję – przekażcie to dalej – że karząc za mnie niewinnych ludzi, skutecznie chwytają mnie za gardło. Powiem teraz być może coś złego: nawet jak będą brać zakładników, to mnie nie powstrzymają. Dlatego że to wszystko w życiu nie jest ważne, jeśli mamy wieczne znosić niekończące się kłamstwo, zgadzać się ze wszystkim właściwie bez powodu; po prostu zgadzać się, bo się zgadzamy.

Nie, nigdy się nie zgodzę na ten układ, jaki rządzi naszym państwem, bo jego celem jest kraść, okradać wszystkich zgromadzonych w tej sali. Wszak u nas wszystko jest ustawione w ten sposób, że mamy w gruncie rzeczy juntę dwudziestu osób, którzy stali się miliarderami, bo przejęli wszystko – od zamówień publicznych po handel ropą. Mamy tysiąc ludzi na utrzymaniu tej junty. Nie więcej niż tysiąc osób w gruncie rzeczy: posłów, żulików. Mamy kilka procent, którym się to nie podoba. I mamy miliony patrzących w stół. Ja nie przestanę walczyć z tą juntą. Dalej będę ją zwalczać, przekonywać, bałamucić, agitować, jak tylko się da! Zwłaszcza tych ludzi, tych patrzących w stół. Was między innymi. Nie przestanę nigdy.

Nie żałuję, że wezwałem wtedy ludzi na akcję protestu, na którą władze nie dały zgody. Ta akcja na Łubiance, od której w zasadzie to wszystko się zaczęło, powiedzmy szczerze – nie udała się. Ale ja nie żałuję ani sekundy, że ją zrobiłem. Nie żałuję ani sekundy, że się zabrałem za walkę z korupcją, za śledztwa dziennikarskie… Adwokat Kobzew klika lat temu powiedział coś, co zapadło mi w pamięć. Powiedział: „Aleksieju, ciebie to już na pewno posadzą. Tak im załazisz za skórę, że w końcu nie wytrzymają. Wcześniej czy później cię posadzą”.

I znowu ludzka świadomość kompensuje to wszystko. Nie da się ciągle żyć z myślą: „posadzą mnie”. Wypierają ją inne myśli. Tym niemniej zdaję sobie sprawę ze wszystkiego. Mogę spokojnie powiedzieć, że nie żałuję ani jednej rzeczy, którą zrobiłem. Będę dalej wzywać ludzi do uczestniczenia we wspólnych akcjach, realizując w ten sposób między innymi swoje prawo do swobody zgromadzeń.

Ludzie mają prawo wystąpić przeciwko tej bezprawnej, skorumpowanej władzy. Tej złodziejskiej juncie, która zawłaszczyła wszystko. Która wyssała z naszego kraju tryliony dolarów w postaci ropy i gazu. I co my z tego mamy?

W tym miejscu powtórzę swoje ostatnie słowo w sprawie Kirowlesu. Jak dotąd nic się nie zmieniło. Patrząc w stół, pozwoliliśmy im nas ograbić. Pozwoliliśmy im inwestować to, co ukradli gdzieś w Europie. Pozwoliliśmy im zamienić nas w bydło. Co dostało się nam? Czym oni się wam – patrzącym w stół – odpłacili? A niczym. Opiekę zdrowotną mamy? Nie. Szkolnictwo mamy? Nie mamy szkół. Dobre drogi nam dali? Nie dali wam, urzędnikom sądowym, dobrych dróg? Ciekawe, ile zarabia protokolant. Osiem tysięcy. Ze wszystkimi dodatkami może być piętnaście. Komornik? Mocno się zdziwię, jeśli dostaje więcej niż 35–40 tysięcy.

Dziwna to sytuacja, kiedy dziesięciu żulików okrada nas wszystkich, codziennie was okrada, a my to cierpliwie znosimy… Ja się na to nie godzę. Powtarzam: wszystko jedno, ile trzeba będzie stać: metr obok tej klatki czy w jej środku, ja postoję. Są rzeczy o wiele ważniejsze.

Chciałbym powtórzyć: sztuczka się udała. Sztuczka z moją rodziną, z najbliższymi. Jednak oni, o czym trzeba pamiętać, nadal stoją przy mnie, wspierają mnie we wszystkim. Ale też nikt z nich nie brał się za aktywność polityczną. Nie planował zostać aktywistą. Dlatego też nie ma najmniejszej potrzeby wsadzać na osiem lat mojego brata ani w ogóle wsadzać go do więzienia. On nie próbował zajmować się polityką. I bez tego nasza rodzina wycierpiała już niemało. Nie ma potrzeby jeszcze bardziej pogarszać sytuacji. Jak już mówiłem, biorąc zakładników, nie powstrzymacie mnie. Ale też nie za bardzo rozumiem, po co mielibyście zabijać tych zakładników już teraz.

Wzywam absolutnie wszystkich – choć, być może, brzmi to naiwnie i zasługuje tylko na ironiczny uśmieszek – wzywam wszystkich: żyjmy w prawdzie, nie w kłamstwie. Nic innego nam nie zostało. Dzisiaj dla naszego kraju żadnej innej recepty nie ma.

Na koniec pragnę podziękować wszystkim za wsparcie. Wezwać wszystkich, by nie kierowali się kłamstwem. I chcę dodać, że jestem absolutnie pewny, iż mnie odizolują, posadzą. Ale jak mnie zamkną, znajdzie się ktoś inny. Nie robiłem niczego wyjątkowego ani trudnego. Wszystko, co robiłem, może zrobić każdy człowiek. Jestem przekonany, że i w Fundacji ds. Walki z Korupcją, i gdzie indziej znajdą się takie osoby i będą prowadzić walkę dalej, niezależnie od wyroków wszystkich tych sądów, których jedynym zadaniem jest sprawić wrażenie legalności.

Dziękuję.

Tłumaczył Rafał Czerwieniec





Racje - strona główna
Strona "Sapere Aude"