[ Strona główna ]

RACJE

NA WAKACJE :)


Sam Harris

IZRAEL I HAMAS: JASNA GRANICA MIĘDZY DOBREM A ZŁEM


[ Zamów książkę na stronie wydawnictwa ]


Odkąd 7 października 2023 roku Hamas zaatakował Izrael, zabijając około 1200 osób i biorąc ponad 200 zakładników, jesteśmy świadkami moralnego i politycznego zamieszania. Niektóre z wygłaszanych w związku z tym atakiem opinii są po prostu nieskrywanie antysemickie, ale inne świadczą o prawdziwej i głębokiej dezorientacji autorów.

Dezorientacja ta wynika z niezrozumienia problemu dżihadyzmu. W omówieniach tego zjawiska używa się określeń: „terroryzm” i „brutalny ekstremizm”. Jednocześnie przekonuje się nas, że jakikolwiek związek między nimi a doktryną islamu jest fałszywy i stanowi jedynie wyraz „islamofobii”. Nawiasem mówiąc, termin „islamofobia” został wymyślony w latach siedemdziesiątych XX wieku przez irańskich teokratów właśnie w tym celu: aby zapobiec jakiejkolwiek krytyce islamu i uznać sekularyzm za formę bigoterii.

Islam jest systemem idei, które wyznają ludzie każdej rasy i pochodzenia etnicznego. Pod tym względem przypomina chrześcijaństwo. W przeciwieństwie do judaizmu, zarówno chrześcijaństwo, jak i islam, są wyznaniami jawnie misyjnymi i nastawionymi na pozyskiwanie wyznawców. Ale doktryny chrześcijańskie i ich oddziaływanie polityczne i społeczne podlegają nieustającej krytyce, której nikt nie nazywa bigoterią i rasizmem. Nie ma czegoś takiego jak „chrystofobia”. Jak ktoś kiedyś powiedział (nie był to Christopher Hitchens, ale z pewnością brzmi to tak, jakby to był on): „Islamofobia to termin stworzony przez faszystów i używany przez tchórzy do manipulowania kretynami”.

W każdym razie fundamentalistyczni chrześcijanie i ortodoksyjni Żydzi nie mają wątpliwości w kwestii dżihadyzmu, ponieważ rozumieją siłę przekonań religijnych.

Mamy skłonność do wyobrażania sobie, że ludzie na całym świecie chcą w gruncie rzeczy tego samego: chcą żyć bezpiecznie i dostatnio. Chcą czystej wody pitnej i dobrych szkół dla swoich dzieci. Sądzimy, że jeśli całe grupy ludzi zaczynają zachowywać się w niezwykle destrukcyjny sposób – na przykład stosując samobójczy terroryzm wobec tych, którzy nie podzielają ich poglądów – to musiały zostać popchnięte do takiego ekstremizmu przez jakieś okoliczności.

Co może sprawić, że zwykli ludzie stają się zamachowcami-samobójcami i co może sprawić, że ogromna liczba ich sąsiadów czci ich jako męczenników, poza tym, że całe społeczeństwo jest uciskane i upokarzane przez jakąś złośliwą siłę?

Tak więc w przypadku konfliktu Hamasu z Izraelem wielu ludzi wyobraża sobie, że historia palestyńskiego terroryzmu po prostu wskazuje na to, jak niesprawiedliwie Palestyńczycy są traktowani przez Izrael.

Krytyka Izraela, w szczególności rozbudowy osiedli na spornych terenach, jest w wielu kwestiach zasadna. Ale zachowanie Izraela nie wyjaśnia samobójczych i ludobójczych skłonności organizacji takiej jak Hamas. Wyjaśniają je islamskie doktryny męczeństwa i dżihadu – prawdziwie i szczerze wyznawane przekonania religijne. Są to przekonania na temat moralnej struktury wszechświata. Wyjaśniają one, w jaki sposób normalni ludzie – nawet ci dobrzy – mogą celowo popełniać przerażające akty przemocy wobec niewinnych cywilów, i nadal uważać się za dobrych ludzi. Kiedy wierzysz, że żadnej wartości – poza rozstrzygnięciem tego, kto pójdzie do piekła, a kto do raju – możesz czuć się całkowicie usprawiedliwionym, zabijając tych, którzy nie podzielają twoich poglądów; możesz nawet używać własnych kobiet i dzieci jako ludzkie tarcze, ponieważ wiesz, że wszyscy muzułmanie, którzy zostaną zabici, i tak pójdą do nieba (los innych jest ci obojętny).

Jeśli nie rozumiesz, że dżihadyści naprawdę wierzą w takie rzeczy, to nie rozumiesz problemu, przed którym stoi Izrael. Problemem tym nie jest jedynie palestyński nacjonalizm, rywalizacja o zasoby czy jakakolwiek inna ziemska krzywda. W rzeczywistości problemem nie jest nawet nienawiść, choć jest jej wystarczająco dużo. Problemem jest doktryna religijna.

Można być krytycznym wobec Izraela i angażować się na rzecz praw politycznych narodu palestyńskiego, nie żywiąc złudzeń co do islamskiego fanatyzmu religijnego lub zagrożenia, jakie stanowi on nie tylko dla Izraela, ale i dla demokratycznych społeczeństw na całym świecie. Mój przyjaciel, Christopher Hitchens, był niezwykle krytyczny wobec Izraela i otwarcie popierał palestyńską państwowość. Nie był jednak ani trochę zdezorientowany w kwestii dżihadu.

W ciągu ostatnich czterdziestu lat doszło do prawie 50000 aktów islamskiego terroryzmu, a francuska grupa prowadząca bazę danych tych ataków uważa, że liczba ta jest zaniżona1. 90% z nich miało miejsce w krajach muzułmańskich. Większość nie miała nic wspólnego z Izraelem czy Żydami. W tym okresie doszło do 82 ataków we Francji i ponad 2000 w Pakistanie.

Jeśli chcemy, by Francja dorównała pod tym względem Pakistanowi, potrzebujemy tylko więcej dżihadystów. Potrzebne jest po prostu więcej ludzi podatnych na ich propagandę, co może nastąpić bardzo szybko – tak szybko, jak nowe przekonania opanowują umysł człowieka. Potrzebna jest także społeczność muzułmańska, która nie potępia dżihadyzmu, ale milcząco przyznaje, że teologia, która go inspiruje, jest prawdziwa i doskonała. Potrzeba milionów ludzi, którzy będą wzywać do zabijania rysowników za karykatury proroka Mahometa, którzy jednocześnie nie odezwą się ani słowem na temat okrucieństw dżihadystów, dokonywanych codziennie na całym świecie.

Na Zachodzie istnieje obecnie wielki „przemysł” przeprosin i zaciemniania obrazu wydarzeń, mający na celu ochronę muzułmanów przed koniecznością zmierzenia się z faktami. Wydziały nauk humanistycznych i społecznych na wszystkich uniwersytetach pełne są uczonych i pseudouczonych – uznanych ekspertów w dziedzinie terroryzmu, religii, islamskiego orzecznictwa, antropologii, nauk politycznych i innych dziedzin – którzy twierdzą, że muzułmański ekstremizm nigdy nie jest tym, czym się wydaje. Eksperci ci upierają się, że nie możemy wierzyć dżihadystom na słowo i że żadna z deklaracji dotyczących Boga, raju, męczeństwa i zła apostazji nie ma nic wspólnego z prawdziwymi motywacjami, które nimi kierują.

Kiedy ktoś pyta, jakie są rzeczywiste motywacje dżihadystów, spotyka się z tsunami liberalnej iluzji. Nie trzeba dodawać, że w ich wizji to Zachód ponosi winę za cały chaos i całe zło, jaki obserwujemy w społeczeństwach muzułmańskich. Ci etniczni wrażliwcy pytają retorycznie, jak byśmy się czuli, gdyby jakieś obce mocarstwa podzieliły nasze ziemie i ukradły naszą ropę? Przecież – perswadują nam - oni chcą po prostu tego samego, czego wszyscy inni chcą od życia. Chcą bezpieczeństwa ekonomicznego i politycznego. Chcą swobodnie się rozwijać w sposób zgodny z kierunkiem rozwoju krajów demokratycznych. Gdyby tylko dano im szansę. Liberałowie ci wyobrażają sobie, że dżihadyści zachowują się tak, jak wszystkie inne grupy mające podobną historię nieszczęśliwych spotkań z Zachodem. Całkowicie pomijają rolę, jaką przekonania religijne odgrywają w inspirowaniu organizacji takich jak Hamas i Al-Kaida, a nawet Państwo Islamskie – do tego stopnia, że nawet sam dżihadysta nie byłby w stanie ich przekonać, że robi to, co robi z powodów religijnych.

Wykształconej osobie o wysokim statusie materialnym, pochodzącej z państw Europy Zachodniej, najwyraźniej nie wystarcza deklaracja dżihadysty o poświęceniu się najbardziej ekstremalnej i surowej wersji islamu, wyartykułowanie swoich religijnych powodów, a nawet posunięcie się do wyznania swojej motywacji na wideo tuż przed wysadzeniem się w tłumie. Takie demonstracje religijnego fanatyzmu są w jakiś sposób uważane za retorycznie niewystarczające do udowodnienia tego, że fanatyk naprawdę wierzył w to, co powiedział. Oczywiście, jeśli biały super-nacjonalista dokonuje zbiorowego mordu w kościele, w którym większością są Afroamerykanie i mówi, że zrobił to, ponieważ nienawidzi Czarnych i uważa, że biała rasa jest zagrożona, motyw ten jest przyjmowany jako prawdziwy bez najmniejszego wahania. Te podwójne standardy gwarantują usprawiedliwienie islamu za każdym razem, kiedy jego wyznawcy popełnią jakąś zbrodnię.

Proszę nie mylić tego, co napisałem z antymuzułmańską bigoterią. Piszę o konsekwencjach idei, nie o pochodzeniu etnicznym. Żadne słowo, które powiedziałem lub kiedykolwiek powiem na ten temat, nie ma nic wspólnego z rasą. Nie jestem ksenofobem. Jestem ksenofilem. Bliski Wschód wytworzył niektóre z moich ulubionych elementów kultury: niektóre potrawy, muzykę i architekturę. Lubię nawet dźwięk muzułmańskiego wezwania do modlitwy. Wszystko, co mówię o problemie dżihadyzmu, dotyczy problemu dżihadyzmu – triumfalnego przekonania pewnego odsetka muzułmanów, że muszą siłą podbić świat dla jedynej prawdziwej wiary i że raj czeka na każdego, kto poświęci swoje życie dla osiągnięcia tego celu.

Oczywiście wiele innych religii również produkuje całkiem sporą dawkę niepotrzebnego cierpienia. Weźmy za przykład skandale pedofilskie w Kościele katolickim, o których pisałem i mówiłem już wcześniej, mam nadzieję, że z wystarczającym oburzeniem. Z pewnością można argumentować, tak jak ja to robiłem, że katolickie nauczanie jest częściowo winne tym zbrodniom przeciwko dzieciom. Uznając antykoncepcję i aborcję za tabu, Kościół zgodził się na to, że wśród jego wiernych będzie zdarzało się wiele urodzeń pozamałżeńskich, a piętnując niezamężne matki, zagwarantował, że wiele dzieci zostanie porzuconych w sierocińcach prowadzonych przez Kościół, gdzie będą mogły być wykorzystywane przez zaburzonych seksualnie mężczyzn. Nie sądzę, by cokolwiek z tego było świadomie zaplanowane – to po prostu groteskowa konsekwencja kilku bardzo złych pomysłów. A jednak prawda jest taka, że nie ma bezpośredniego związku między pismami chrześcijańskimi a gwałtami na dzieciach. Wyobraźmy sobie jednak, że taki związek istnieje. Wyobraźmy sobie, że Nowy Testament zawiera wiele fragmentów obiecujących Niebo każdemu księdzu, który zgwałcił dziecko. A później wyobraźmy sobie, że w następstwie niekończącej się serii gwałtów na dzieciach w Kościele prawie każdy dziennikarz, polityk i naukowiec zaprzeczał będzie, że mają one cokolwiek wspólnego z „prawdziwymi” naukami katolicyzmu. W takiej właśnie niesamowitej sytuacji znajdujemy się w odniesieniu do islamu.

Problem, z którym musimy się zmierzyć – a mówiąc „my” mam na myśli zarówno muzułmanów, jak i nie-muzułmanów – polega na tym, że idee, które bezpośrednio wspierają przemoc dżihadu, są bardzo łatwe do znalezienia w Koranie, hadisach i biografii Mahometa. Dla muzułmanów Mahomet jest najwspanialszą osobą, jaka kiedykolwiek żyła. Niestety, nie zachowywał się on jak Jezus czy Budda. To, że torturował ludzi, obcinał im głowy i brał niewolnice seksualne ma znaczenie, ponieważ jego przykład ma inspirować naśladowców po wsze czasy.

Koran zawiera wiele wersetów, które wzywają muzułmanów do prowadzenia dżihadu – świętej wojny przeciwko odstępcom i niewiernym – i uważa się, że najbardziej brutalne z nich mogą być zastąpione przez te, które wydają się bardziej łagodne. Prawda jednak jest jednak taka, że w Koranie niemal nie występują łagodne słowa. Z pewnością nie ma tam Jezusa, którego znajdujemy w Ewangelii Mateusza, wzywającego ludzi do miłowania wrogów i nadstawiania drugiego policzka. Dekapitacja, którą praktykują dżihadyści, nie jest przypadkowa – jest w Koranie i w opisie życia Proroka.

Palestyńscy zwolennicy Brygad Ezz-Al Din Al-Qassam, zbrojnego skrzydła Hamasu, uczestniczą w paradzie wojskowej w Khan Yunis w południowej Strefie Gazy.

Jeszcze gorsza jest logika moralna, którą można wyprowadzić z muzułmańskiej koncepcji męczeństwa i raju. Jeśli potraktuje się je poważnie, niemożliwe staje się popełnianie błędów moralnych. Jeśli wysadzisz się w tłumie, twoi współwyznawcy pójdą prosto do raju. W rzeczywistości wyświadczyłeś im przysługę. Niewierni pójdą do piekła, gdzie jest ich miejsce. Bez względu na to, ile istnień zniszczysz, wszystko będzie dobrze.

Większość ataków dżihadystów nie ma nic wspólnego z Izraelem czy Zachodem. W 2014 roku sześciu dżihadystów powiązanych z pakistańskimi talibami zaatakowało szkołę w Peszawarze. Ci dżihadyści pochodzili spoza Pakistanu – był wśród nich Czeczen, dwóch Afgańczyków i trzech Arabów. Zamordowali 145 osób, w tym 132 dzieci. Spalili żywcem nauczycielkę na oczach jej uczniów, a następnie zabili wszystkie dzieci, które wpadły im w ręce. Nie wzięli żadnych zakładników. Nie mieli listy żądań. Zamierzali umrzeć, aby osiągnąć męczeństwo. I zginęli, więc dostali co najmniej połowę tego, czego chcieli. Osobom niereligijnym bardzo trudno jest zrozumieć, jak w ogóle może zaistnieć takie zachowanie. Zakładają, że tylko szaleńcy byliby zdolni do takich czynów.

Ale właśnie to jest przerażające – nie trzeba być szalonym, by zostać dżihadystą. Nie trzeba być nawet złym człowiekiem. Wystarczy być prawdziwie wierzącym. Musisz tylko wierzyć, że ty i wszyscy dobrzy ludzie dostaniecie wszystko, czego pragniecie po śmierci, i że Stwórca Wszechświata nie chce niczego więcej niż zabijania niewierzących. Oto co powiedział zwolennik pakistańskich talibów podczas wywiadu na temat masakry w szkole:

Ludzkie życie ma wartość tylko dla was, materialistycznych myślicieli. Dla nas to ludzkie życie jest tylko małym, bezsensownym fragmentem naszej egzystencji. Naszym prawdziwym celem są zaświaty. Nie tylko wierzymy, że one istnieją, my wiemy, że istnieją.

Śmierć nie jest końcem życia. Jest początkiem istnienia w świecie o wiele piękniejszym niż ten. Jak wiesz, słowo (w urdu) oznaczające śmierć to intiqaal. Oznacza ono „przeniesienie”, a nie „koniec”.

Raj jest dla tych, którzy mają czyste serca. Wszystkie dzieci mają czyste serca. Nie zgrzeszyły jeszcze… Nie zostały jeszcze zepsute przez swoich (kafirskich) rodziców . Nie zakończyliśmy ich życia. Daliśmy im nowe w Raju, gdzie będą kochane bardziej, niż możesz to sobie wyobrazić.

Zostaną nagrodzeni za swoje męczeństwo. W końcu my również męczymy się razem z nimi. Ostatnimi słowami, jakie usłyszeli, było hasło: Takbeer (Allah u Akbar).

Allah Wszechmogący sam mówi w Surhah Al-Imran [3:169-170], że oni nie są martwi.

Jeśli twoja wiara jest czysta, nie będziesz ich opłakiwać, ale świętować ich narodziny w raju.

Musimy przyjmować tego rodzaju deklaracje za dobrą monetę, ponieważ są one szczerym wyznaniem światopoglądu – a jest to światopogląd, który jest całkowicie sprzeczny ze wszystkim, co cenią cywilizowani ludzie w XXI wieku. Problem jest znacznie poważniejszy niż kryzys trwający między Izraelem a Palestyńczykami.

Poważne traktowanie antysemityzmu

Zawsze zajmowałem nieoczywiste stanowisko w sprawie Izraela. Uważałem, że nie powinien on istnieć jako państwo żydowskie – ponieważ moim zdaniem organizowanie państwa wokół religii jest irracjonalne i powoduje podziały. Wynika to bezpośrednio z moich poglądów na temat zorganizowanej religii w ogóle. Oczywiście nie uważam także, że powinny istnieć państwa muzułmańskie ani chrześcijańskie. Istnieje jednak ponad dwadzieścia krajów, w których islam jest oficjalną religią państwową i ponad pięćdziesiąt, w których muzułmanie stanowią większość – i jest to dokładnie jedno państwo żydowskie. Biorąc pod uwagę historię ludobójczego antysemityzmu, który utrzymuje się nawet teraz, głównie w świecie muzułmańskim oraz biorąc pod uwagę to, że Żydzi zostali wypędzeni z każdego kraju na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, gdzie mieszkali przez wieki, jeśli ktokolwiek zasługuje na własne państwo, zorganizowane na własnych zasadach, to są to właśnie Żydzi.

W 1939 roku statkowi MS St. Louis, przewożącemu ponad 900 Żydów pragnących uciec przed Holokaustem, odmówiono zacumowania na Kubie, w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, a następnie zmuszono go do powrotu do Europy, gdzie wielu z jego pasażerów skończyło w piecach Auschwitz. Moim zdaniem to wystarczy, by usprawiedliwić Izrael. Nigdy więcej Żydzi nie powinni błagać o miejsce na lądzie, tylko po to, by im go odmówiono, a następnie systematycznie mordowano.

Nigdy nie traktowałem współczesnego antysemityzmu zbyt poważnie. Zrobiłem na ten temat jeden odcinek mojego podcastu, w którym omawiałem ten problem. Wiem, że jego korzenie tkwią w teologii chrześcijańskiej, pomimo faktu, że Jezus, jego apostołowie i Maryja Dziewica byli Żydami. Znam historię Holokaustu. I doskonale zdaję sobie sprawę z antysemityzmu, który istniał wówczas w Europie i Stanach Zjednoczonych. Wystarczy przeczytać książkę Davida Wymana The Abandonment of the Jews, aby zrozumieć, jak powszechny był antysemityzm w Ameryce, nawet wtedy, gdy w Europie Żydzi byli milionami zabijani. I oczywiście jestem aż nazbyt świadomy antysemityzmu, który jest endemiczny dla islamu i jest źródłem nienawiści w całym świecie islamu: żadna grupa nie jest celem większej nienawiści i przestępstw motywowanych nienawiścią niż Żydzi. Jest to fakt, którego wielu Amerykanów nie jest świadomych. Amerykańska lewica chce, byśmy uwierzyli, że głównym problemem kraju jest islamofobia. Wiceprezydent, Kamala Harris, kieruje teraz komisją ds. islamofobii w Ameryce, tak jakby to był nasz największy problem – masowy wylew nienawiści do muzułmanów ze strony nie-muzułmanów.

Nawet bezpośrednio po ataku 11 września to Żydzi byli celem ataków znacznie częściej niż muzułmanie. I tak było każdego roku aż do dziś. Według statystyk FBI, mimo że Żydzi stanowią nieco ponad 2 procent populacji USA, spotykają się w Ameryce z ponad połową ataków z nienawiści i pięciokrotnie wyższym poziomem okazywanej nienawiści niż muzułmanie (i myślę, że można śmiało powiedzieć, że duża część tej nienawiści pochodzi właśnie od muzułmanów). Żydowskie szkoły i synagogi zawsze ponosiły większe koszty ochrony niż instytucje nieżydowskie, gdyż są bardziej zagrożone atakami niż budynki należące do innych wyznań.

Choć to status quo było niekorzystne dla Żydów, wierzyłem, że się utrzyma. Mówię to jako ktoś, kto przez dwie dekady otrzymywał groźby śmierci, a wiele z tych gróźb było wyraźnie antysemickich. Nawet biorąc to wszystko pod uwagę, czułem, że antysemityzm jako realne zagrożenie dla Żydów – z pewnością na Zachodzie – jest już za nami. Dzisiaj nie mógłbym tego powiedzieć. W ciągu ostatnich kilku tygodni, gdy Żydzi byli otwarcie oczerniani i zastraszani na całym świecie, w bezpośrednim następstwie najbardziej szokujących okrucieństw popełnionych na nich od czasów Holokaustu, zacząłem myśleć, że wszystko jest możliwe.

Nawiasem mówiąc, jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym, jak byś się zachował, gdybyś – jako Niemiec – obudził się rankiem po Nocy Kryształowej? Czy po prostu zająłbyś się swoimi sprawami, czy też zrobiłbyś coś, aby powstrzymać stoczenie się twoich rodaków w absolutna deprawację?

Przed operą w Sydney tłum skandował: „Gazować Żydów!”. Mamy żydowskich studentów na uniwersytetach z Ivy League, którzy chowają się za zamkniętymi drzwiami w obawie o swoje fizyczne bezpieczeństwo. Administratorzy uniwersytetów, geniusze ds. różnorodności i integracji oraz hollywoodzcy celebryci, którzy pospieszyli podpisać listy otwarte popierające sprawę palestyńską – nie poświęcając chwili na zrozumienie tego, co faktycznie wydarzyło się 7 października lub rozumiejąc to i nie przejmując się tym – wszyscy właśnie teraz wchodzą do historii.

Fala antysemityzmu, której jesteśmy świadkami od 7 października 2023 roku, naprawdę wydaje się wyznaczać moment przełomowy, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na całym świecie.

Po raz pierwszy martwię się, że moje córki będą żyły w świecie, w którym ich żydowskość będzie miała znaczenie dla ludzi, którzy nie życzą im dobrze, i będą w związku z tym zmuszone do dokonywania pewnych wyborów życiowych – wyborów, których ja nigdy nie musiałem dokonywać. Pomijając fakt, że jestem osobą publiczną i mam do czynienia z ludźmi z zaburzeniami wszelkiego rodzaju, nigdy w życiu nie martwiłem się antysemityzmem nawet przez pięć minut. Teraz czuję, że byłem, mówiąc oględnie, dość naiwny – całkowicie nieświadomy tego, co działo się pod powierzchnią.

Oczywiście granica między antysemityzmem a głupotą moralną jest nieco trudna do rozróżnienia – ale nie jestem pewien, czy zawsze ważne jest jej znalezienie. Nie jestem pewien, czy ma znaczenie to, dlaczego dana osoba nie jest w stanie odróżnić szkód powstałych w koniecznej wojnie od świadomych aktów ludobójczego sadyzmu, które są celebrowane jako sakrament religijny przez wyznawców kultu śmierci. Amerykańskie ulice były wypełnione ludźmi dosłownie potykającymi się o siebie w chęci zademonstrowania, że nie potrafią odróżnić tych, którzy celowo zabijają dzieci, od tych, którzy zabijają je nieumyślnie, dokładając wszelkich starań, aby ich nie zabijać, jednocześnie broniąc się przed tymi samymi ludźmi, którzy właśnie celowo torturowali i zabijali niewinnych mężczyzn, kobiety i… tak, niemowlęta; i którzy są zdecydowani zrobić to ponownie przy każdej okazji, i którzy używają swoich niewinnych współwyznawców jako ludzkich tarcz; którzy zabijają rodziców na oczach ich dzieci i dzieci na oczach ich rodziców; którzy spalili ludzi żywcem na festiwalu muzycznym poświęconym pokojowi, zdekapitowali innych i ciągnęli ich rozczłonkowane ciała ulicami, a wszystko to przy okrzykach „Bóg jest wielki!”.

Jeśli uznajesz człowieczeństwo prawdziwych barbarzyńców, jednocześnie demonizując ludzi, którzy faktycznie martwią się zbrodniami wojennymi i którzy zrzucają ulotki i dzwonią na telefony komórkowe przez wiele dni, próbując nakłonić osoby niebiorące udziału w walce do opuszczenia określonych budynków przed ich zbombardowaniem, ponieważ budynki te znajdują się nad tunelami wypełnionymi ludobójczymi szaleńcami, którzy właśnie torturowali i mordowali rodziny jakby to był sakrament religijny, to wylądowałeś, dumnie i świętoszkowato po złej stronie tej asymetrii – tej ogromnej przepaści między dzikością a cywilizacją. I nie jestem pewien, czy ma znaczenie to, że twoje moralne zakłopotanie wynika z faktu, że po prostu nienawidzisz Żydów. To, czy jesteś antysemitą, czy tylko apologetą okrucieństwa, jest mało istotne. Najważniejsze jest to, że wyznajesz fałszywy system moralny i żywisz sympatie polityczne dla tych, którzy uważają, że życie na tym świecie jest nic niewarte.

Co więcej, nie dbasz nawet o to, o co myślisz, że dbasz, ponieważ nie dostrzegasz, że Hamas i ogólnie dżihadyści są główną przyczyną całej nędzy i dysfunkcji, które widzimy – nie tylko w Gazie, ale w całym świecie muzułmańskim. Gaza jest „więzieniem pod gołym niebem” tylko dlatego, że jej demokratycznie wybrany rząd jest organizacją dżihadystyczną, która pragnie męczeństwa wszystkich Palestyńczyków i chce zabijać Żydów. Racjonalny rząd w Strefie Gazy, który dbałby o los swoich obywateli, mógłby stworzyć coś pięknego (a przynajmniej nie okropnego) z tego pasa ziemi nad Morzem Śródziemnym. Hamas wydał jednak miliardy dolarów na terroryzm. Cierpienie Gazy wynika z faktu, że jest ona zarządzana przez wyznawców kultu śmierci, przed którymi Izrael musi się nieustannie bronić. Twierdzenie, które ciągle słyszy się od obrońców Izraela: „gdyby Palestyńczycy odłożyli broń, zapanowałby pokój; gdyby Izraelczycy odłożyli broń, doszłoby do ludobójstwa” okazuje się być prawdziwe.

Ale teraz mamy studentów na naszych najlepszych uniwersytetach, którzy zrywają plakaty ze zdjęciami zakładników przetrzymywanych przez Hamas. Niektórzy z nich to Amerykanie, którzy wyobrażają sobie, że wspierają sprawę palestyńską. To zadziwiające. Mamy aktywistów LGBTQ wspierających Hamas, choć nie przeżyliby nawet dnia w Strefie Gazy, ponieważ Hamas zrzuca z dachów wszystkich podejrzanych o homoseksualizm. Warto dodać, że Hamas jest bezpośrednio wspierany przez Iran, w którym geje są regularnie wieszani.

Mamy organizacje feministyczne, takie jak CodePink, które popierają Hamas i oskarżają Izraelczyków o ludobójstwo. Czy wiedzą, jak Hamas traktuje kobiety?

Czy CodePink popiera kobiety z Iranu, które zostały wtrącone do więzienia, a nawet zabite tylko za to, że odważyły się publicznie pokazać swoje włosy?

Czy zdaje sobie sprawę, że kobiety są traktowane jak własność w całym świecie muzułmańskim i że nie jest to przypadek? W islamie głównym przesłaniem dotyczącym kobiet jest to, że są one obywatelami drugiej kategorii i własnością mężczyzn. Zamiast wspierać prawa kobiet i dziewcząt do tego, by nie żyły jak niewolnice, zachodni „liberałowie” wspierają prawo teokratów do traktowania swoich żon i córek tak jak chcą, o ile ci teokraci są muzułmanami.

Jeśli z tej fali nienawiści i moralnego upadku wyniknie coś dobrego, to koniec pseudolewicowej polityki tożsamości.

Moja przyjaciółka była ostatnio na premierze pewnej sztuki. Po spektaklu, podczas przyjęcia, podeszła do niej znajoma i zapytała, czy nie widzi na jej zębach resztek jedzenia. Moja przyjaciółka odpowiedziała: „Nie, twoje zęby są idealnie białe i piękne”. Niestety, pytającą była osoba czarnoskóra, więc uznała, że skojarzenie określeń „białe” i „piękne” stanowi mikroagresję, po czym bardzo się obraziła i odeszła. Czyżby chciała mieć zęby brązowe? Nie wiem nic o tej osobie poza tą anegdotą, ale jestem pewien, że jest całkowicie zdezorientowana w kwestii Izraela, Hamasu i dżihadyzmu. Należy do tych osób, dla których słowa są przemocą, ale masakrowanie kobiet i dzieci nożami lub palenie ich żywcem jest całkowicie uzasadnioną reakcją na „ucisk”.

Większość elitarnych kręgów na Zachodzie – środowiska akademickie, Hollywood, media, organizacje non-profit – została w takim czy innym stopniu zatruta psychozą sprawiedliwości społecznej, w której wyimaginowane krzywdy są traktowane tak, jakby były kwestiami egzystencjalnymi, a czyste zło jest lekceważone, a nawet świętowane jako moralne zwycięstwo.

Czego chcą dżihadyści?

Jasną granicę etyczną między postępowaniem Izraela a postępowaniem jego wrogów można dostrzec w kwestii ludzkich tarcz. Są ludzie, którzy ich używają i są ludzie, którzy są przez nie odstraszani, jakkolwiek niedoskonale. Hamas umieścił swoją siedzibę w Gazie pod szpitalem. Powtórzę to jeszcze raz: Hamas utworzył swoją siedzibę w Gazie pod szpitalem. Wyobraźmy sobie, że robią to Żydzi z Izraela i wyobraźmy sobie, jak małe znaczenie miałoby to dla Hamasu, gdyby to zrobili. Hamas każe ludziom pozostać w Strefie Gazy, a nawet fizycznie uniemożliwia im opuszczenie strefy, gdy chcą uniknąć zabicia przez izraelskie bomby. Hamas używa własnych ludzi jako żywych tarcz – oprócz ponad 200 zakładników, których wziął w tym celu. Nikt nie dba o palestyńskie kobiety i dzieci mniej niż Hamas. Niezależnie od tego, jak straszne obrazy napływają ze Strefy Gazy, to Hamas powinien być obwiniany za ofiary śmiertelne. Wzywasz teraz do zawieszenia broni? Zawieszenie broni miało miejsce 6 października. Hamas złamał je 7 października, celowo mordując ponad 1200 niewinnych ludzi.

Oczywiście Izrael powinien przestrzegać najwyższych standardów etycznych podczas prowadzenia wojny. Z dwóch powodów: po pierwsze powinien. Izraelskie Siły Obronne (IDF) powinny robić wszystko, co w ich mocy, aby zminimalizować straty wśród ludności cywilnej. Po drugie, powinny one przestrzegać najwyższych standardów etycznych, bowiem reszta świata będzie wymagać od nich rzeczy niemożliwych.

Spójrzmy na protesty, które obserwujemy na całym świecie, a które rozpoczęły się zanim Izrael zrzucił choćby jedną bombę. Teraz, gdy zginęło kilka tysięcy Palestyńczyków, miasta na całym świecie kipią z wściekłości. Ale Assad zabił setki tysięcy swoich muzułmańskich braci w Syrii. Saudyjczycy zabili ponad 100 tysięcy muzułmanów w Jemenie. Gdzie są protesty? Nikogo to nie obchodzi, a już na pewno nie muzułmanów. Obchodzi ich tylko wtedy, gdy to nie-muzułmanie powodują ofiary – a szczególnie obchodzi ich, gdy robią to Żydzi. Izrael jest rutynowo potępiany przez Organizację Narodów Zjednoczonych, ale ONZ nie zdołała bezwarunkowo potępić Hamasu za okrucieństwa popełnione 7 października.

Jak już powiedziałem, nie wiem, czy wkroczenie wojsk izraelskich na teren Gazy jest właściwym rozwiązaniem. Ale nie ma wątpliwości, że Izrael musi działać; musi zniszczyć Hamas, a cokolwiek zrobi, w procesie tym zginą osoby nie będące bojownikami. Powtórzę – to wina Hamasu.

Problem jest jednak znacznie większy niż Hamas. Cywilizowani ludzie na całym świecie – zarówno nie-muzułmanie, jak i muzułmanie – nie mają innego wyboru, jak tylko walczyć z dżihadyzmem. Było to oczywiste już od 11 września 2001 roku, ale teraz stało się jeszcze bardziej.

Dla Izraela 7 października był znacznie gorszy niż 11 września dla Ameryki. Hamas i jego sojusznicy naprawdę zagrażają istnieniu tego państwa, a w dłuższej perspektywie także innych państwa Zachodu.

Dyskusji wymaga jednak postawienia pytanie, co zrobić z dżihadyzmem. Uważam, iż większość naszych działań powinna być niejawna. Nie wiem, dlaczego Izraelczycy, Amerykanie, Brytyjczycy czy ktokolwiek inny ma brać na siebie odpowiedzialność za cokolwiek. Niezależnie od tego jak długo to potrwa członkowie Hamasu, Hezbollahu, Al-Kaidy, Państwa Islamskiego, al-Shebab, Boko Haram, pakistańskich talibów i każdej innej organizacji dżihadystycznej na ziemi powinni zrozumieć, że męczeństwo, którego szukają, zostanie im zapewnione. Powinni o tym myśleć codziennie. Dżihadyzm musi zostać zniszczony w każdy możliwy sposób – logicznie, ekonomicznie, informacyjnie, ale także w najbardziej materialnym sensie, co oznacza zabicie wielu z dżihadystów. Możemy spierać się z ich sympatykami. Możemy też mieć nadzieję na ich deradykalizację. Ale nie możemy uniknąć zabijania walczących dżihadystów. To nie są zwyczajni antagoniści z racjonalnymi żądaniami. To nie są ludzie, którzy chcą tego, czego i my chcemy. To nie jest kwestia polityczna i nigdy nią nie będzie. To bardzo długa wojna na śmierć i życie.

W 2016 roku opublikowałem odcinek mojego podcastu zatytułowany Czego naprawdę chcą dżihadyści?, oparty na lekturze magazynu „Dabiq”, wydawanego przez Państwo Islamskie. Możesz go posłuchać, aby dowiedzieć się więcej2. Możesz także przeczytać książkę, którą napisałem wraz z Maajidem Nawazem, Islam i przyszłość tolerancji, aby poznać więcej moich przemyśleń na ten temat. Ideologia dżihadu nie ma nic wspólnego z Izraelem, amerykańską polityką zagraniczną, kolonializmem czy z jakimikolwiek innymi racjonalnymi zarzutami i żadne cywilizowane społeczeństwo nie może pójść na ustępstwa, by jej ulec.

W ostatnich latach zapomnieliśmy o dżihadyzmie. Ale on nie zniknął. Bez względu na to, co ktoś myśli o naszym wycofaniu się z Afganistanu, z pewnością na całym świecie było ono postrzegane jako zwycięstwo dżihadystów. Konsekwencje tego są wciąż odczuwalne. Na Zachodzie mamy tendencję do zapominania o istnieniu islamskiego terroryzmu (który jest po prostu inną nazwą dżihadyzmu), chyba że dzieje się to w Stanach Zjednoczonych lub Europie. Nie zauważamy okrucieństw dżihadystów popełnianych w Afganistanie, Pakistanie czy Indiach, a tym bardziej w kilkunastu krajach Afryki, które cierpią z ich powodu mniej lub bardziej nieustannie. Zupełnie nie zdajemy sobie sprawy z udaremnionych zamachów, których było wiele.

Sami dżihadyści nie stanowią jednolitego frontu. Istnieje bardzo głęboki rozłam między sunnitami i szyitamim pomimo faktu, że niektóre grupy współpracują ze sobą, jak to widzimy w przypadku Hamasu i irańskiego reżimu. Nawet wśród dżihadystów tego samego wyznania istnieją podziały wewnętrzne. Afgańscy i pakistańscy talibowie nie są w stanie dogadać się ze sobą. I to bardzo dobrze.

Miejmy nadzieję, że dysponujemy armią inteligentnych ludzi z niezbędnymi umiejętnościami językowymi, którzy sieją zamęt wśród grup dżihadystów dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ale dżihadyści są zjednoczeni w swojej nienawiści do liberalnych zachodnich wartości, w swojej pewności uzyskania wstępu do raju i chęci przekształcenia tego świata w rzeźnię na chwałę Boga. Nie możemy tego tolerować! Nie możemy im pozwolić na zamieszkanie w naszych krajach i otwartych społeczeństwach. I mówiąc „my”, mam na myśli nie tylko nie-muzułmanów; mam na myśli wszystkich muzułmanów, którzy chcą żyć normalnie w XXI wieku, co w Palestynie jest możliwe tylko pod warunkiem uwolnienia się od dżihadystów. A jeśli nie jest to możliwe, nie jest także możliwy stabilny pokój z Palestyńczykami.

Problem jest o wiele większy niż Izrael, czy nawet globalny antysemityzm. Warto poczytać o tym, jak Państwo Islamskie traktuje szyitów. Warto poznać historię terroryzmu w Pakistanie czy Indiach. Jeśli chcesz to zrobić w całkowicie bezbolesny sposób, obejrzyj Hotel Mumbai3 – to świetny film przedstawiający ataki terrorystyczne w Mumbaju w 2008 roku, przeprowadzone przez pakistańską grupę Lashkar-e-Taiba. Kilkunastu dżihadystów zabiło ponad 160 osób w Mumbaju, wielu w hotelu Taj, a film pokazuje to z brutalnym realizmem. I choć zabito także kilku Żydów w centrum żydowskim, atak ten nie miał nic wspólnego z Izraelem, Ameryką, rasą, tak zwanym kolonializmem osadników ani żadnym z innym czynnikiem, na którym lewicowi działacze skupiają się od 7 października. Naprawdę, może to być najmniej nudna praca domowa, jaką kiedykolwiek otrzymałeś. Obejrzyj Hotel Mumbai, a gdy zacznie się zabijanie, zadaj sobie pytanie, jak ktokolwiek, ze Wschodu czy Zachodu, muzułmanin czy nie-muzułmanin, może żyć razem z tymi ludźmi.

Istnieje przekonanie, że aby rozwiązać problemy na Bliskim Wschodzie, musimy zrozumieć je w całej ich głębi i złożoności. W tym celu najważniejszą rzeczą jest tak zwany kontekst historyczny. Jednak dla prawdziwego zrozumienia tego konfliktu i powodów, dla których jest on tak trudny do rozwiązania, kontekst historyczny jest tylko odwróceniem uwagi – każda chwila spędzona na rozmowach o czymś innym niż dżihadyzm jest chwilą, w której tlen moralnego rozsądku opuszcza pomieszczenie.

Nie da się tego uporządkować, odwołując się do historii, ponieważ każda grupa może arbitralnie zdecydować, gdzie ustawić pokrętło na swojej maszynie czasu. W każdym razie Żydzi w Izraelu są „ludnością rdzenną”. Brytyjczycy byli kolonialistami. Kolonialiści mają dokąd wracać. Dokąd mogliby wrócić Żydzi? Żydzi są nieprzerwanie obecni na terenach dzisiejszego Izraela od tysięcy lat. Większość niedawnych imigrantów – Żydów z Iraku, Syrii, Jemenu, Libii i innych krajów muzułmańskich – została wypędzona ze swoich domów przez muzułmańskich sąsiadów po 1948 roku w ramach zbiorowej kary za utworzenie Izraela. Czy ktokolwiek mówi o ich prawie do powrotu? Przesiedleńcy są wszędzie na ziemi, ale tylko Palestyńczycy stali się globalnym fetyszem prawa do powrotu.

Żydowski Exodus

Nawiasem mówiąc, jeśli kradzieże ziemi i ucisk wystarczyłyby do powstania ludobójczego terroryzmu, to gdzie są rdzenni Amerykanie zamachowcy-samobójcy? Gdzie są tybetańscy zamachowcy-samobójcy? Czy zdajesz sobie sprawę, jak wielkiego ucisku doświadczyli z rąk Chińczyków? Gdzie są palestyńscy chrześcijańscy zamachowcy-samobójcy?

Idee mają znaczenie. Ważne jest to, w co ludzie wierzą. Pewność co do raju i męczeństwa jako sposobu na dotarcie do niego jest jedną z najsilniejszych trucizn memetycznych, jakie kiedykolwiek wytworzył ludzki umysł. Niezależnie od kontekstu historycznego, politycznego czy ekonomicznego, jaki chcesz zastosować do oceny Izraela i Palestyny, dżihadyzm jest prawdziwy; jego intencje wobec Żydów, niewiernych i apostatów są ludobójcze i jest to problem globalny, ponieważ dżihadyzm cieszy się przerażającym poziomem poparcia w całym świecie muzułmańskim, mimo że jest odpowiedzialny za znacznie więcej śmierci i zniszczeń wśród muzułmanów niż akty samoobrony Izraela.

Oczywiście w świecie muzułmańskim istnieją całe populacje, które są zakładnikami fanatyków religijnych; z pewnością dotyczy to dużego odsetka Palestyńczyków znacznej części mieszkańców Iranu. Bardzo łatwo jest jednak nie docenić, jak wiele sympatii dla projektu dżihadu jest wśród muzułmanów, którzy sami nie prowadzą aktywnego dżihadu. Musimy to traktować poważnie.

Kiedy 100 tysięcy ludzi pojawia się w centrum Londynu, by poprzeć Hamas, to znaczy, że problem jest bardzo poważny. Oczywiście jest kwestią otwartą, ilu z tych ludzi naprawdę popiera dżihad. Jednak myślenie, że tylko niewielu z nich, jest czystym złudzeniem. Musimy wygrać wojnę idei z tymi ludźmi. Jeśli przyszłość ma być w jakimś sensie znośna, większość muzułmanów musi odrzucić dżihadyzm i zjednoczyć się z nie-muzułmanami w walce z nim. Kiedy setki tysięcy ludzi pojawią się w Londynie, by potępić Hamas, Państwo Islamskie lub jakikolwiek inny konkretny przypadek dżihadystycznego okrucieństwa, nie opowiadając się po żadnej ze stron, wówczas dopiero będziemy wiedzieć, że poczyniliśmy pewne postępy. Kiedy miliony muzułmanów wylegną na ulice w proteście, nie przeciwko karykaturze proroka Mahometa, ale w proteście wobec zamachu na karykaturzystę dokonanego przez fanatyków religijnych, będziemy wiedzieć, że przyszłość wielokulturowego społeczeństwa jest możliwa.

Tak, obecnie na świecie jest wiele innych problemów. Mamy wojnę na Ukrainie i zbliżającą się możliwość konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Niektóre z tych zagrożeń wydają się znacznie poważniejsze niż dżihadyzm, ale wszystkie one są możliwe do rozwiązania, bo dopuszczają jakąś racjonalną podstawę do negocjacji i kompromisu. Bez względu na to, jak źle oceniamy Rosjan i Chińczyków, nie skandują oni: „kochamy śmierć bardziej niż Amerykanie i Europejczycy kochają życie”. Tylko dżihadyzm może zmienić naszą przyszłość w film o zombie. Dżihadyści są wrogami, z którymi nie można osiągnąć racjonalnego lub pragmatycznego kompromisu – nigdy.

Jak już wielokrotnie mówiłem, świat muzułmański musi wygrać ze sobą wojnę idei i być może kilka wojen domowych. Musi się zderadykalizować. Musi przekształcić doktrynę dżihadu w coś znacznie bardziej łagodnego i musi przestać wspierać swoich fanatyków religijnych, gdy wchodzą w konflikt z nie-muzułmanami. To właśnie jest tak toksyczne: muzułmanie wspierający innych muzułmanów, bez względu na to jak socjopatyczne i szalone jest ich zachowanie. A jeśli świat muzułmański i polityczna lewica nie są w stanie przeciwstawić się dżihadyzmowi, to tylko kwestia czasu, zanim ich moralna ślepota w pełni wzmocni prawicowy autorytaryzm na Zachodzie. Jeśli świeccy liberałowie nie stworzą bezpiecznych granic, zrobią to chrześcijańscy faszyści.


Przeszłość może mieć dwa oblicza, ale tak naprawdę nie istnieją dwa oblicza teraźniejszości. Istnieją za to dwie opowieści o tym, jak Palestyńczycy i Żydzi walczyli o ziemię na Bliskim Wschodzie. Zrozumienie tego wszystkiego jest ważne – i myślę, że ważne jest także zrozumienie cynicznej gry, jaką świat arabski prowadził przez ostatnie pięćdziesiąt lat, wykorzystując trudną sytuacją Palestyńczyków. Jeśli kiedykolwiek ma dojść do stabilnego politycznego porozumienia między Izraelem a Palestyńczykami, będzie to wymagało oddzielenia faktów od propagandy, która je zaciemnia, przy jednoczesnym zachowaniu w polu widzenia problemu dżihadyzmu. Będzie to również wymagało odsunięcia na bok religijnych szaleńców po stronie żydowskiej. Jak już powiedziałem, budowa osiedli była nieustającą prowokacją. Ale nawet jeśli chodzi o fanatyzm religijny, de facto nie ma teraz dwóch stron, o których warto rozmawiać. Niezależnie od tego, jak straszne rzeczy czasami robią izraelscy osadnicy – a są to zbrodnie, za które powinni być ścigani – świat nie ma problemu z żydowskimi fanatykami religijnymi atakującymi muzułmanów w ich meczetach i szkołach. To żydowskiej szkoły nie można otworzyć w Paryżu, ponieważ nikt jej nie ubezpieczy. Tak, po obu stronach są szaleńcy, ale konsekwencje ich szaleństwa nie są równoważne – nawet w najmniejszym stopniu. Nie spędziliśmy ostatnich dwudziestu lat, zdejmując buty na lotnisku, z tego powodu, że jest tak wielu fanatycznych Żydów chętnych do wysadzenia się w powietrze w samolotach.

Istnieje jasna granica między dobrem a bardzo specyficzną formą zła, którą musimy dostrzegać. Jest to zło złych idei – idei tak złych, że zwykli ludzie nie są w stanie z nimi żyć.

Wiele osób komentowało nagranie z 7 października. Jest to nagranie rozmowy z telefonu komórkowego, którą członek Hamasu wykonał do swojej rodziny, gdy był w trakcie masakrowania niewinnych mężczyzn, kobiet i dzieci. Mężczyzna jest w ekstazie, mówi swojemu ojcu i matce, i chyba bratu, że właśnie własnoręcznie zabił dziesięciu Żydów. Właśnie zamordował męża i żonę, a teraz dzwonił do swojej rodziny z telefonu martwej kobiety.

Oto częściowy zapis tego, co powiedział: „Cześć tato. Otwórz mojego WhatsAppa, a zobaczysz wszystkich zabitych. Zobacz, ilu zabiłem własnymi rękami! Twój syn zabił Żydów!”. Jego ojciec odpowiada: „Niech Bóg cię chroni”. „Tato, rozmawiam z tobą z telefonu Żydówki. Zabiłem ją i jej męża. Zabiłem dziesięciu własnymi rękami! Tato, dziesięciu własnymi rękami! Tato, otwórz WhatsAppa i zobacz, ilu zabiłem. Otwórz telefon, tato. Zadzwonię na WhatsApp. Otwórz telefon. Tato, zabiłem dziesięciu. Dziesięciu własnymi rękami. Ich krew jest na moich rękach. Daj mamę do telefonu”. Ojciec na to: „Och, mój synu. Niech cię Bóg błogosławi!”. „Przysięgam, dziesięciu własnymi rękami. Matko, zabiłem dziesięciu własnymi rękami!”. Na co ojciec: „Niech Bóg sprowadzi cię bezpiecznie do domu”. „Tato, wróć teraz do WhatsAppa. Tato, chcę zrobić transmisję na żywo”. Matka: „Chciałabym być z tobą”. „Mamo, twój syn jest bohaterem!”. A potem, najwyraźniej zwracając się do swoich towarzyszy, krzyczy: „Zabij, zabij, zabij, zabij ich”. Potem jego brat dzwoni, pytając, gdzie jest. Podaje bratu nazwę miasta, i znowu powtarza: „Zabiłem dziesięciu! Dziesięciu własnymi rękami! Rozmawiam z tobą z telefonu zabitej Żydówki!”. A brat na to: „Zabiłeś dziesięciu?”. „Tak, zabiłem dziesięciu. Przysięgam! Ja pierwszy zasłużyłem na opiekę! Podnieś głowę, ojcze. Podnieś głowę! Zobacz na WhatsAppie tych, których zabiłem. Otwórz mojego WhatsAppa”. Jego brat mówi: „Wracaj. Wróć”, a on na to: „Jak to «wróć»? Nie ma powrotu. Albo śmierć, albo zwycięstwo! Moja matka urodziła mnie dla religii. Co się z tobą dzieje? Jak miałbym wrócić? Otwórz WhatsAppa. Zobacz zmarłych. Otwórz”.

Matka brzmi, jakby próbowała dowiedzieć się, jak otworzyć WhatsApp… „Otwórz WhatsAppa na swoim telefonie i zobacz zmarłych, jak zabiłem ich własnymi rękami”. Matka odpowiada: „Cóż, obiecaj, że wrócisz”.

Chciałbym powiedzieć, że cytowana tu rozmowa jest czymś więcej niż najgorszą reklamą WhatsAppa, jaką kiedykolwiek wymyślono. Daje nam przy okazji wgląd w kulturę dżihadu.

To nie jest rodzaj połączenia, które zostałoby wykonane z Wietnamu przez Amerykanina, uczestniczącego w masakrze w My Lai. Nie jest to też typowa reakcja amerykańskich rodziców na telefon ich ukochanego syna z pola walki. Czy można sobie wyobrazić taka rozmowę z Nebraską: „Mamo, zabiłem dziesięciu własnymi rękami! Zabiłem kobietę i jej męża, a dzwonię z telefonu martwej kobiety. Mamo, twój syn jest bohaterem!”. Czy może byłaby to całkowita aberracja?!

Ten telefon nie był całkowitą aberracją. To nie był Ted Bundy dzwoniący do swojej matki. To był zwykły członek Hamasu, ugrupowania, które dziś może wygrać wybory, zwłaszcza na Zachodnim Brzegu, dzwoniący do zwykłej palestyńskiej rodziny, a sama rozmowa ujawnia niemało na temat ogólnych nastrojów wśród Palestyńczyków.

Należy podkreślić, że nie tylko członkowie Hamasu, ale także zwykli mieszkańcy Strefy Gazy brali udział w torturowaniu i mordowaniu niewinnych Izraelczyków oraz braniu zakładników. Ilu z nich to robiło? A ilu zwykłych Gazańczyków tańczyło na ulicach i pluło na pojmane kobiety i dziewczęta, które zmuszone były paradować przed nimi po tym, jak zostały zgwałcone i torturowane? Jaki procent Palestyńczyków w Gazie lub na Zachodnim Brzegu, o których mówi się, że wielu z nich nienawidzi Hamasu za ich korupcję, niekompetencję i brutalność, mimo wszystko popiera to, co zrobili 7 października z czystym sumieniem, opierając się na tym, w co wierzą w odniesieniu do Żydów i na etyce dżihadu? Nie wiem, ale jestem pewien, że odpowiedzi na te pytania byłyby niepokojące. Mówimy o kulturze, która uczy nienawiści do Żydów i zamiłowania do męczeństwa w swoich szkołach podstawowych, z których wiele jest finansowanych przez ONZ.

Oczywiście cały ten horror potęguje ironia, że Żydzi zabici 7 października byli w większości zaangażowanymi liberałami i działaczami pokojowymi. Hamas zabił ludzi, którzy na ochotnika wozili chorych Palestyńczyków do izraelskich szpitali. Zamordowali najbardziej idealistycznych ludzi w Izraelu. Gwałcili, torturowali i zabijali młodych ludzi na festiwalu muzyki transowo-tanecznej poświęconym pokojowi, z których połowa była prawdopodobnie na MDMA, czując miłość do całej ludzkości, gdy przybyli dżihadyści. To tak jakby Wikingowie pojawili się na Burning Man i zarżnęli wszystkich w zasięgu wzroku.

Wystarczy pomyśleć o tym, co wydarzyło się na festiwalu muzycznym Supernova: co najmniej 260 osób zostało zamordowanych w najbardziej sadystyczny z możliwych sposobów. Zdekapitowani, spaleni żywcem, wysadzeni granatami… i ze strony dżihadystów nie był to błąd. Nie chodzi o to, że gdyby wiedzieli, co kryje się w sercach tych pięknych młodych ludzi, pomyśleliby: „O mój Boże, zabijamy niewłaściwe osoby. Ci ludzie nie są naszymi wrogami. Ci ludzie są pełni miłości i współczucia i nie chcą niczego więcej niż żyć z nami w pokoju”. Nie, prawdziwy horror polega na tym, że biorąc pod uwagę to, w co wierzą dżihadyści, byli to dokładnie tacy ludzie, których każdy dobry muzułmanin powinien zabić i wysłać do piekła, gdzie będą smażyli się w ogniu przez całą wieczność. Z punktu widzenia dżihadystów nie ma tu żadnej pomyłki. Nie ma też podstaw do wyrzutów sumienia. Dla dżihadystów cały ten sadyzm – mordy i tortury bezbronnych, przerażonych ludzi – jest aktem kultu. To jest sakrament. To nie jest jakieś przyprawiające o mdłości zejście ze ścieżki prowadzącej do Boga. To nie jest duchowy regres, a tym bardziej grzech. To jest to, co robisz dla chwały Boga. To właśnie robił sam Mahomet.

Nic nie zastąpi zrozumienia, czego tak naprawdę chcą i w co wierzą nasi wrogowie. Jestem pewien, że wielu z was, którzy to czytacie, nie czuje się komfortowo z używaniem przeze mnie terminu „wróg”, ponieważ nie chcecie wierzyć, że go macie. Rozumiem to. Ale musicie zrozumieć, że ludzie, którzy 7 października zamordowali ponad 1400 niewinnych mężczyzn, kobiet i dzieci w Izraelu, naprawdę praktykowali swoją religię. Z ich punktu widzenia byli tak samo uduchowieni, jak uczestnicy festiwalu Supernova. Byli równie oddani najwyższym wartościom. Równie wzniośli duchowo i ekstatyczni. Zdumieni swoim szczęściem. Nie chcieliby się z nikim zamienić miejscami.

Niech w twojej pamięci zostanie obraz krzyczących przez cały dzień „Allahu Akbar” (Bóg jest wielki) morderców kobiet i dzieci. Ci ludzie są teraz czczeni na całym świecie przez tych, którzy zdają się nie rozumieć, co ci ludzie zrobili. Tak, wielu ze studentów na Harvardzie, Stanfordzie i Cornell to idioci, którzy muszą się jeszcze wiele nauczyć o świecie. Ale w społeczności muzułmańskiej, w tym w tłumach w Londynie, Sydney i na Brooklynie, Hamas jest czczony przez ludzi, którzy dokładnie wiedzą, co motywuje dżihadystów.

Powtórzę: obejrzyj Hotel Mumbai lub przeczytaj książkę o Państwie Islamskim, aby zobaczyć dżihadyzm w innym kontekście – gdzie nie występuje żadna ze zmiennych, o których zachodni liberałowie mówią, że są istotne dla zrozumienia sytuacji. Nie ma osadników, blokad, codziennych upokorzeń w punktach kontrolnych ani różnych interpretacji historii – a jednak mamy to samo groteskowe wypaczenie duchowego impulsu, to samo uniesienie dołączone do mordów, to samo absolutne zło, które nie wymaga obecności złych ludzi, tylko ludzi zdezorientowanych, ludzi „prawdziwie wierzących”.

Oczywiście możemy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby obniżyć temperaturę emocji. I możemy ufać, że w cyklu informacyjnym wojna z Hamasem zostanie zastąpiona przez inną historię. Możemy skierować naszą uwagę na Rosję, Chiny, zmiany klimatyczne lub zastosowanie sztucznej inteligencji, i ja też będę to robił w mojej pracy, ale problem dżihadyzmu i znacznie szerszy problem współczucia dla fanatycznych zbrodniarzy nie zniknie. I cywilizowani ludzie – zarówno nie-muzułmanie, jak i muzułmanie – muszą sobie z tym poradzić. Jak powiedziałem w poprzednim odcinku mojego podcastu na ten temat: Wszyscy żyjemy teraz w Izraelu. Po prostu większość z nas jeszcze sobie tego nie uświadomiła.




1.Fondation pour l’innovation politique, Islamistyczne ataki terrorystyczne na świecie w latach 1979–2021 (wrzesień 2021), https://www.fondapol.org/en/study/islamist-terrorist-attacks-in-the-world-1979-2021/, dostęp: 4.07.2024 r.

2. Sam Harris, Czego naprawdę chcą dżihadyści?Making Sense”, 24 kwietnia 2019, https://www.samharris.org/podcasts/making-sense-episodes/154-jihadists-really-want-2019, dostęp: 4.07.2024 r.

3. Hotel Mumbai, reż. A. Maras, Australia, USA, Indie 2018.







Racje - strona główna
Strona "Sapere Aude"