Dongola - stolica na skraju pustyni (część II)

Polscy archeologowie śródziemnomorscy prowadza wykopaliska w wielu egzotycznych miejscach. O jednym z nich można z pewnością powiedzieć, że z naszej perspektywy znajduje się ono na końcu świata. To Dongola, niegdyś stolica chrześcijańskiej Nubii - królestwa, które kwitło w sercu dzisiejszego Sudanu w czasach, kiedy ziem tych nie podbili jeszcze Arabowie. Kiedy w średniowiecznej Europie organizowano wyprawy krzyżowe, aby bronić Ziemi Świętej przed wyznawcami Allacha, nikomu nie śniło się nawet, że na południe od zajętego przez Arabów Egiptu istnieje kwitnące i bogate królestwo chrześcijańskie - że w jego stolicy, stojącej pod względem cywilizacyjnym wyżej od niejednej z europejskich stolic, rządzą królowie przyodziani w bizantyńskie szaty, noszący greckie imiona i posługujący się greką w oficjalnych dokumentach; że na wspaniałych malowidłach każą się przedstawiać jako ci, którzy otrzymują koronę od Chrystusa, a na ścianach stołecznego klasztoru miejscowi artyści malują wizerunki archaniołów, świętych, biskupów i mnichów, wyznających te sama wiarę, co mieszkańcy klasztorów Europy.

O odkrytym przez polskich archeologów Klasztorze Świętej Trójcy i jego malowidłach, dorównujących słynnym freskom z Faras, pisałem przed tygodniem.

Od glinianych zabudowań, będących siedziba misji, do pozostałości cytadeli - najważniejszego punktu dawnego miasta, iść trzeba prawie pół godziny przez pustynie. Mniej więcej w połowie drogi wznoszą się malownicze ruiny budowli, która archeologowie nazwali Kościołem Północnym. Był on zbudowany z cegły mułowej, toteż deszcze i wiatry, smagające go od ośmiu stuleci, przeobraziły go w twór przypominający swym kształtem raczej dzieła przyrody niż ręki ludzkiej, choć w czasach, gdy go zbudowano - w XIII wieku - to, co dziś jest bura ruina stercząca pośrodku pustyni, było wspaniałym kościołem, zbudowanym według bizantyńskich wzorów: na planie wpisanego w kwadrat krzyża, z centralna kopułą. Ściany wnętrza pokryte były pysznymi malowidłami, których skromne resztki odkryte zostały przez archeologów w roku 1981. Kościół Północny (jeden z najpóźniejszych kościołów Dongoli) odwiedził w ubiegłym stuleciu słynny niemiecki egiptolog Karl Richard Lepsius, który dotarł tu podczas swojej podroży w roku 1845 i sporządził jego plan, nie rozpoznając zresztą, że ma do czynienia z kościołem. W ten sposób Kościół Północny stal się jedna z dwóch - obok meczetu - budowli dongolańskich mających najstarsza dokumentacje naukowa. Polscy badacze, oprócz fragmentów malowideł, znaleźli w nim także ołtarz i wyposażenie liturgiczne: dwa kielichy i patenę z wypalonej gliny.

Od Kościoła Północnego można skręcić w prawo, ku zachodowi, gdzie pustynia styka się z gajem palmowym porastającym wysoki brzeg Nilu. Pośród zarośli spotkać tu można pasącego się swobodnie wielbłąda.

Żółte piaszczyste pagórki, porośnięte gdzieniegdzie wysuszoną trawą, nie wyglądają na miejsce, w którym tętniła niegdyś życiem przemysłowa dzielnica miasta. Znajdowały się tu piece stanowiące

największe centrum produkcji ceramiki w Nubii.

Badaniem pieców zajmuje się od lat Krzysztof Pluskota:

- Ilość ceramiki znajdowana na całym okolicznym obszarze - mówi - od początku zwracała uwagę. Należało sądzić, że na miejscu musiały istnieć ośrodki zajmujące się jej produkcja. W roku 1986 kierownik misji, Stefan Jakobielski, zdecydował, że mam rozpocząć badanie pierwszego stanowiska związanego z piecami. Od tego czasu zajmuje się badaniem nubijskiej ceramiki.

Była ona produkowana w Dongoli masowo od czasów, gdy pojawiło się tu chrześcijaństwo, czyli od drugiej polowy VI wieku. Sam obszar - dziś pokryty piaszczystymi wydmami - gdzie znajdowały się pracownie garncarskie, obejmuje kilka hektarów. Choć naczynia produkowano na miejscu, miały one początkowo kształty charakterystyczne dla naczyń późnorzymskich znajdowanych na całym obszarze Śródziemnomorza, szczególnie zaś w Egipcie. Pozwala to uświadomić sobie, jak daleko w głąb Afryki rozciągały się wówczas wpływy cywilizacji śródziemnomorskiej. Nawet same piece - dwukomorowe, o ciągu pionowym - są takie same, jakich w okresie cesarstwa rzymskiego używano od Brytanii po Bliski Wschód.

Po przebadaniu dawny piec wygląda dziś jak wielka ciemna studnia o średnicy 3 metrów, otwierająca się pośrodku wydmy. Do jej głębokiego na kilka metrów wnętrza schodzi się po drabinie. Nad położonym na dole paleniskiem, ocembrowanym cegłą mułową, ustawiano jedne na drugich naczynia - od wielkich amfor do małych czarek. Jeden wypał w tak potężnym piecu dawał kilka tysięcy produktów. Jeśli wziąć pod uwagę, że wypalanie naczyń odbywało się kilka razy w roku, a jedna pracownia garncarska dysponowała kilkoma piecami, można wyobrazić sobie skale produkcji ceramicznej, której centrum była Dongola.

Należy sądzić, że pierwsi mistrzowie nadzorujący produkcje ceramiki przybyli do Nubii z północy Niewykluczone, że gwałtowny rozwój sztuki ceramicznej miął związek z powstaniem w Nubii chrześcijańskich klasztorów, mnisi bowiem - często przybyli z północy, na przykład z Egiptu - przyzwyczajeni byli do używania naczyń wysokiej jakości, w ślad za nimi podążyli wiec mistrzowie mogący zaspokoić ich wyszukane potrzeby.

Wysoki brzeg porośnięty palmami opada stromo ku rzece. Wąski pas bujnej zieleni nad sama woda kontrastuje z żółta pustka pustyni. Wiatr niosący piaskowy pyl sprawia, że

Nil

wydaje się szary. Jego niezbyt tutaj szerokie koryto zdaje się nie pasować do tego wszystkiego, co wiemy o roli, jaka odegrała ta rzeka w dziejach ludzkiej cywilizacji. Egipt, zwany przez starożytnych "darem Nilu", i wspaniale ośrodki jego kultury położone są setki kilometrów stad na północ. Ale tutejsze ziemie - kraj zwany przez Egipcjan Kusz, przez Greków Etiopia, a przez Rzymian Nubia - były od najdawniejszych czasów obiektem zainteresowania faraonów, którzy przysyłali tu wojskowe ekspedycje, a w pewnych okresach kolonizowali kraj. Nubijskie złoto, wydobywane na rozkaz faraonów, trafiało czasem daleko - być może z niego wykonane są złote maski, jakie po śmierci kładziono na twarzach greckich władców w Mykenach (te, które później odkopał Heinrich Schliemann, odkrywca Troi). Zdarzało się jednak, że i Nubijczycy podbijali Egipt, jak to się stało w wieku VIII p.n.e. - w czasach, kiedy w dalekiej Azji Mniejszej Homer układał heksametry Iliady. Nubijscy władcy z Napata zasiedli na tronie faraonów, zakładając XXV dynastie, zwana etiopska.

W IV wieku p.n.e. stolice przeniesiono z Napata do Meroe, co osłabiło wpływy egipskie. W epoce cesarstwa rzymskiego, do którego należał wówczas także Egipt, Nil budził wciąż fascynacje geografów, jego źródła bowiem leżały wciąż poza granicami znanego im świata. Cesarz Neron (którego karykaturalny obraz znamy z Quo vadis?, ale który nie podpalił Rzymu, lecz przeciwnie - unowocześnił go i rozbudowal) powziął myśl rozszerzenia ówczesnych rzymskich horyzontów geograficznych poprzez zorganizowanie wypraw na północ i południe. Wyprawa polnocna dotarla nad Baltyk, skąd przywieziono do Rzymu wielkie ilości bursztynu, południowa zaś odkryć miała źródła Nilu. Ten cel nie został osiągnięty, Rzymianom przeszkodziły bowiem bagniste rozlewiska nad Nilem Białym, jest jednak niewątpliwe, że podczas swej podroży dotarli aż tutaj i oglądali te same brzegi, na których dziś pracują polscy archeologowie. Gdy zatem stoi się w tym miejscu, przychodzi na myśl, że podroż znad Wisły do Dongoli jest podróżą łącząca dwa krańce świata wyznaczające horyzont geograficzny Nerona.

Na gruzach królestwa Meroe w IV wieku naszej ery powstały państwa Makurytow i Nobadow, które w VI wieku zostały schrystianizowane przez misjonarzy z Bizancjum, czyli wschodniej części cesarstwa rzymskiego. Od tego czasu mówić można o Nubii chrześcijańskiej, której stolicami były później Dongola i Faras.

Kolumny w piasku

Nad samym brzegiem wznosi się wzgórze, niegdyś całkiem strome, dziś przysypane piaskiem opadającym ukośnie ku rzecznym zaroślom Tu mieściła się niegdyś cytadela, obwarowana cześć miasta - dongolański akropol. U jej podnóża wyrastają z żółtego piasku potężne granitowe kolumny, a opodal oglądać można ułożone rzędem kamienne kapitele z wyrzeźbionymi pośród ornamentów znakami krzyża - takie same, jakie znamy z kościołów bizantyńskich w rożnych częściach Śródziemnomorza.

Kościół o Kolumnach Granitowych - jak nazwali go archeologowie - został przed laty odsłonięty aż do posadzki i gruntownie przebadany. Pustynia ma jednak swoje prawa, a burze piaskowe nie przejmują się trudem archeologów. Gdy patrzy się na potężne granitowe kolumny wystające na wiele metrów z żółtego piasku, który ponownie otulił posadzkę głębokim gładkim okryciem, oraz leżące opodal bizantyńskie kapitele, wyobraźnia podsuwa obraz monumentalnego kościoła, jakiego nie powstydziłby się i Konstantynopol. Choć przepadły na zawsze monumentalne sklepienia i kopuły, pokryte niegdyś wspaniałymi malowidłami, i dziś jeszcze fascynujący wydaje się fakt, że tu, w samym sercu Afryki, wznosiła się kiedyś potężna bizantyńska katedra.

Nieco dalej wystają z piasku kamienne kolumny drugiej monumentalnej świątyni - Kościoła na Planie Krzyża. Oba są świadectwem epoki świetności Dongoli, kiedy nie tylko nie odczuwano już konieczności krycia się wewnątrz cytadeli, lecz także dysponowano środkami pozwalającymi na wznoszenie tak wielkich budowli, które zresztą nie mogłyby się pomieścić miedzy murami otaczającymi wzgórze.

Chrystianizacja Nubii

wiąże się z działalnością panującego w VI wieku bizantyńskiego cesarza Justyniana, zwanego Wielkim, który nie tylko odzyskał dla cesarstwa Italie i Północna Afrykę, zajętą wcześniej przez plemiona barbarzyńskie, lecz także jako gorliwy - a nawet fanatyczny - chrześcijanin dbał o propagowanie wiary. Za jego panowania powstała w Konstantynopolu słynna Haga Sofia, czyli Kościół Mądrości Bożej, którego kopuła stanowi jedno z największych osiągnięć w dziejach architektury, oraz wiele monumentalnych kościołów rozrzuconych po całym cesarstwie. Jednocześnie tępił Justynian bezwzględnie ostatnie ślady dawnych religii politeistycznych i ogniska przedchrześcijańskiej kultury antycznej. To z jego rozkazu zamknięto Akademie w Atenach, która - począwszy od czasów Platona - była przez cale tysiąclecie ośrodkiem greckiej myśli filozoficznej. W Egipcie zaś zakazano prastarych kultów, kwitnących tam przez prawie cztery tysiąclecia - od początków istnienia państwa faraonów Rozpędzenie kapłanów świątyni Izydy na wyspie File (w pobliżu dzisiejszego Asuanu w południowym Egipcie) oznaczało wygaśniecie ostatniego ogniska prastarej egipskiej kultury, która przedtem - już po okresie swojej największej świetności - mogła się nadal spokojnie rozwijać pod panowaniem nowych, tolerancyjnych władców: Persów, Greków, Rzymian. Koniec pogańskiego kultu na File (w którym brali udział również Nubijczycy) oznaczał również zaginiecie znajomości dawnego egipskiego pisma, słynnych hieroglifów, które odtąd pozostawały nie odcyfrowana zagadka aż do XIX wieku, kiedy to rozwiązał ja genialny Francuz Champollion.

Zniszczenie pogańskiego kultu na File było częścią szerszego planu chrystianizacji ziem rozciągających się na południe od Egiptu, czyli Nubii, dokąd wyruszyły z Konstantynopola dwie konkurencyjne grupy misjonarzy - jedna wysłana przez Justyniana, druga przez jego żonę, cesarzowa Teodorę. Te religijne poczynania związane były tez zapewne z geopolitycznymi planami cesarza. Powstanie wzdłuż Morza Czerwonego przyjaznych królestw, połączonych z Bizancjum ta sama religia, dawało władcy sojuszników w ewentualnych potyczkach na Półwyspie Arabskim, a także zabezpieczało cesarstwu nieskrępowany dostęp do afrykańskich portów, z których wypływały handlowe statki zmierzające do Indii.

Podobnym satelickim królestwem miało być, poza Nubia, królestwo Aksum położone na terenie dzisiejszej Etiopii. I te zamierzenia zdołał Justynian zrealizować. Królestwo Aksum zaangażowało się na przykład po stronie Bizancjum w wojnę na terenie Jemenu. Nubijczycy natomiast służyli w armii bizantyńskiej, tak jak wcześniej w rzymskiej.

Po przyjęciu nowej wiary

w VI wieku dongolanscy władcy, chcac sprostac jej wymogom, postanowili wzniesc poza murami cytadeli dwa monumentalne kościoły: Kościół Stary (na którego miejscu wzniesiono później katedrę o kolumnach granitowych) i Mauzoleum (na miejscu pozniejszego Kościoła Krzyzowego).

Pod apsyda Mauzoleum polscy archeologowie odkryli w roku 1971 dwie krypty grobowe, w których znaleziono szkielety dwóch Nubijczykow. We wschodnim ramieniu zbudowanego później na miejscu Mauzoleum Kościoła na Planie Krzyża znajdowała się kaplica kommemoratywna związana z tymi grobami. Pochowani tam ludzie musieli być zatem kimś ważnym, skoro mimo przebudowy kościoła miejsce ich pochowku nadal otaczano kultem. Byli oni czczeni aż do końca trwania chrześcijaństwa w Dongoli. Nie wiemy o nich nic pewnego poza tym, że zostali pochowani w VI wieku, a zatem można przypuszczać, że byli to ludzie zasłużeni dla chrystianizacji królestwa Makurii, którego stolica była Dongola. Czy byli to władcy, którzy przyjęli chrześcijaństwo, a może misjonarze, którzy je tu przynieśli - trudno dziś rozstrzygnąć.

Negroidalne cechy zmarłych nie wykluczają hipotezy o misjonarzach. Na misjonarzy wybierano bowiem często osoby znające tereny, które miały chrystianizować, i używane tam języki. Możliwe wiec, że w tym przypadku byli to Nubijczycy, którzy przebywali przedtem w egipskich klasztorach lub służyli w armii bizantyńskiej, a później zostali ochrzczeni i przeszli staż klasztorny.

Wiemy, że już w latach siedemdziesiątych VI wieku misja dyplomatyczna wysłana przez króla nubijskiego przebywała w Konstantynopolu, dokąd przywiozła dary dla cesarza.

Pierwszym znanym nam z imienia władca Dongoli jest Kalidurut, za którego panowania miało miejsce wydarzenie przełomowe w dziejach miasta i całego królestwa. VII wiek był epoka wielkiej ekspansji arabskiej. Wojska arabskie najechały również Nubię. Ich niepowstrzymany pochód zatrzymany został w roku 651/652 właśnie pod Dongola. Bitwa, która się tu odbyła, że względu na swoje historyczne znaczenie określona być może jako

Cud pod Dongola

- przez analogie do znanego nam "Cudu nad Wisłą". Zwycięstwo odniesione przez króla Kaliduruta nad wojskami Abdullahiego Abi Sarha (następcy słynnego wodza Mara, zdobywcy Egiptu) powstrzymało bowiem na długo ekspansję arabską w tej części Afryki. Podpisano pakt, określany w arabskich źródłach jako bakt (słowo pochodzące od łacińskiego pactum) - rodzaj dwustronnego układu pokojowego i gospodarczego. Gwarantował on nietykalność ziemi nubijskiej pomiędzy Asuanem a południem dzisiejszego Sudanu (a wiec całej Nubii), gwarantował bezpieczeństwo podróżnikom i kupcom arabskim na tym terenie. Nubijczycy deklarowali pomoc w dostarczaniu Arabom niewolników murzyńskich z plemion żyjących w głębi Afryki, strona arabska zaś miała dostarczać w zamian produkty żywnościowe, szaty, wyroby luksusowe.

Wojna, choć zakończona pomyślnie, przyniosła jednak Dongoli poważne szkody. Zniszczeniu ulęgły miedzy innymi wielkie kościoły znajdujące się na zewnątrz cytadeli (o czym wspominają także źródła arabskie). Wówczas właśnie na miejscu zniszczonej bazyliki - która zastąpiła wspomniane wcześniej Mauzoleum - wzniesiono potężny kościół bazylikowy zwieńczony wielka kopuła, nawiązujący kształtem do ówczesnych kościołów bizantyńskich

W kilka lat później, na miejscu leżącego opodal zniszczonego starego kościoła, wzniesiono monumentalny.

Kościół o Kolumnach Granitowych.

Katedra ta stała się później wzorcem dla innych wielkich kościołów nubijskich - miedzy innymi dla katedry w Faras, rozbudowanej w 707 roku przez biskupa Paulosa.

Odkrycie w latach sześćdziesiątych przez polskich archeologów katedry w Faras i zdobiących ja wspaniałych malowideł (z których cześć można dziś oglądać w Muzeum Narodowym w Warszawie) pozwala wyobrazić sobie, jak wspaniała musiała być dekoracja - nie zachowana niestety - dongolańskiego Kościoła o Kolumnach Granitowych, który przewyższał rozmiarami katedrę faraską.

Jego rozmiary (32 na 27 m) niewiele ustępowały monumentalnym budowlom cesarskim w Konstantynopolu i Azji Mniejszej. Jako dzieło architektoniczne miała jednak dongolańska katedra cechy na tyle specyficzne, iż uważać ja można za oryginalny twór miejscowego środowiska budowniczych nubijskich.

Położony opodal Kościół Krzyżowy,

który swój kształt ostateczny uzyskał w IX wieku, związany jest natomiast z innym ważnym wydarzeniem, które nazwać by można spektakularna promocja chrześcijańskiej Nubii w ówczesnym świecie arabskim i śródziemnomorskim.

W trzydziestych latach IX wieku młody królewicz Georgios, koronowany na następcę króla Zachariasa, udał się w podroż dyplomatyczna przez Egipt i Palestynę do Bagdadu. Podroży tej nadano uroczysta oprawę: w orszaku, w którym podążali biskupi i dworzanie, niesiono chorągwie, nad samym zaś królewiczem drogocenny parasol. Było to wydarzenie tak niezwykle - nie tylko dla chrześcijan - że zostało opisane aż w kilkunastu przekazach, które zachowały się do naszych czasów. Książe podróżował do Bagdadu, aby omówić z kalifem sporne sprawy - obie strony miały do siebie wzajemne pretensje co do przestrzegania w ostatnich latach warunków wspomnianego już baktu. Na terenie Asuanu znajdował się tez obóz wojskowy, który zdaniem Nubijczyków powinien być opuszczony przez wojska arabskie. Niektórzy muzułmanie kupili ziemie w pobliżu, do czego nie mieli prawa. Jej zwrotu domagali się Nubijczycy. Rozmowy zakończyły się powodzeniem, ale podroż chrześcijańskiego księcia miała również niezwykle znaczenie dla upadającego chrześcijaństwa na terenie Egiptu i Palestyny.

Według zachowanych przekazów ojciec na cześć szczęśliwego powrotu syna do Dongoli postanowił ufundować kościół, określany w źródłach jako kościół Jezusa. Jest to prawdopodobnie ten sam kościół, który archeologowie nazywają Kościołem na Planie Krzyża lub Kościołem Krzyżowym. Fakt, że w kształcie swoim jest on wzorowany na wielkich krzyżowych kościołach palestyńskich i syryjskich, jest dodatkowym argumentem pozwalającym wiążąc te budowle z wyprawa księcia Georgiosa

Kto wie, czy spotykając się z patriarchami Aleksandrii i Antiochii nie otrzymał Georgios jakiejś relikwii uważanej za fragment Krzyża Świętego. Wiemy, że prócz krypt we wschodnim ramieniu kościoła, gdzie czczono owe dwie tajemnicze dla nas postacie z VI wieku, w centralnej części tej budowli znajdowal się również ogromny drogocenny krzyż. Że źródeł arabskich wiemy, że w roku 1276 wojska arabskie zrabowały z Dongoli i wywiozły wielki krzyż, którego wartość oceniano na polowe całego trybutu, jaki ściągnięto z Nubii w tym czasie. Krzyż ów mógł stanowić drogocenną oprawę relikwii, którą uważano być może za największą świętość Dongoli - fragmentu krzyża, na którym zmarł Zbawiciel.

Sama budowla była również niezwykła: razem z olbrzymia kopuła liczyła 28 metrów wysokości. Był to niewątpliwie wielki wyczyn techniczny dongolańskich architektów.

Ten sam Georgios wzniósł również wielka budowle zawierająca sale tronowa, która w roku 1317, po zdobyciu Dongoli przez Arabów, zamieniona została na meczet. On tez wprowadził, wzorując się na cesarzach bizantyńskich, zwyczaj przyjmowania oficjalnych gości w wielkiej sali audiencyjnej. W niej także odbywały się uroczystości koronacyjne. W tym samym czasie wprowadzono w Nubii władze dynastyczna, dotychczas bowiem tron dziedziczył syn siostry króla. Od czasów Georgiosa panują już synowie królewscy. I ta idea zaczerpnięta została że świata zewnętrznego, zapewne z Bizancjum, które w owych czasach było wzorem nie tylko dla królów Nubii chrześcijańskiej, lecz także dla władców europejskich. Wiele ceremonii na dworze Ottonów przejęto na przykład z Bizancjum. dokończenie

JERZY CIECHANOWICZ

Dokończenie artykułu na kolejnej stronie