[ Strona główna ]

RACJE

numer 9

Lipiec 2022


Adam Cioch

WOJNA PUTINA I WOJENKI POLSKICH "PUTINISTÓW"


Nie wiadomo co jest dla Polski realnie bardziej niebezpieczne: cyniczna i - jak się okazało - mordercza rosyjska dyktatura, czy raczej wewnętrzna putinizacja kraju, która trwa już od siedmiu lat, i której końca nie widać. I groza tego pytania wcale nie wynika przede wszystkim z tego, że nasi „putinowcy” byli/są w jakimś porozumieniu z jawnymi sojusznikami Putina w Europie.

Od 31 lat, czyli od czasu upadku ZSRR, wiele krajów dawnej strefy radzieckiej (i nie tylko) powędrowało w stronę nacjonalistycznych i konserwatywnych dyktatur. Proces ten nie rozpoczął się wcale w Rosji, ale w Azji Środkowej. Kraje takie jak Kazachstan czy Turkmenistan, niemal bez etapu przejściowego w postaci poważniejszych prób demokracji parlamentarnej, stały się klasycznymi konserwatywnymi dyktaturami. Potem, tym przetartym już z sukcesem szlakiem, powędrowała Białoruś z Rosją, a nieco później - Turcja, Węgry i Polska. Przymiarki do dyktatury na Słowacji i w Słowenii skończyły się - na szczęście dla tych krajów - zanim się na dobre rozpoczęły. Dzięki oporowi ludzi. Niemal wszystkie reżimy autorytarne są w jakiś sposób podbarwione religią. Najsilniej w Turcji, Rosji, na Węgrzech oraz - jasna sprawa - w Polsce. Niektóre, tak jak rosyjski, dryfują także w stronę jakiejś odmiany neofaszyzmu. Przypomnijmy, że w parlamentach węgierskim i polskim od lat zasiadają działacze faszyzujących organizacji.

Oczywiście, niektóre z tych dyktatur dopiero się kształtują, inne są już dobrze uformowane i umocnione. Trzy najmłodsze i kształtujące się euroazjatyckie dyktatury: turecka, węgierska i polska być może są jeszcze możliwe do obalenia na drodze wyborów, ale nie jest to wcale pewne, gdyż w żadnym z tych krajów nie ma już w pełni wolnych mediów, a bez pełnego i powszechnego dostępu do informacji nie ma możliwości dokonania wolnego wyboru. Wątpliwości budzi też legalność władzy sądowniczej np. w Polsce, a przecież to ona ostatecznie decyduje o ważności wyborów. Przykład ostatnich wyborów na Węgrzech pokazuje raczej, że ten kraj jest, być może na długie lata, stracony dla demokracji.

Myślę, że wiele osób w Polsce, także ze środowisk opozycyjnych, nie do końca zdaje sobie sprawę z grozy sytuacji. PiS i jego sojusznicy, to są de facto zamachowcy, których celem jest obalenie poprzedniego ustroju III RP, przejęcie władzy oraz zapewnienie sobie zupełnej bezkarności. Tak jak ma to miejsce w dyktaturach już w pełni ukształtowanych, w Rosji czy na Białorusi. Stąd niesłychana bezczelność i zuchwałość bezprawnych poczynań PiS już od roku 2015. Ten cel musiał być już wtedy jasny dla zamachowców, a spisek prowadzący do wprawdzie kroczącego, ale faktycznego zamachu stanu - zawiązany.

Kluczową sprawą dla sukcesu zamachu było przejęcie kontroli nad mediami publicznymi oraz przekupienie ogromnej części mediów prywatnych. Całe niemal „wolne media” w Polsce (tak określa się zwykle firmy medialne wspierające Platformę Obywatelską) opierają się głównie na dobrej woli dwóch przedsiębiorstw prywatnych: amerykańskiego właściciela TVN i polskiej Agory („Gazeta Wyborcza”)1. Jak wiadomo, ustawowym celem istnienia firm prywatnych nie jest wspieranie demokracji lub jakiejś ideologii, lecz przynoszenie zysku udziałowcom. Dlatego w Polsce, i w wielu innych krajach, tak szybko poszło przekupienie dużej części mediów. Kapitalizm nie potrzebuje demokracji parlamentarnej ani poszanowania praw człowieka do przynoszenia zysków właścicielom kapitału. Przykładów jest mnóstwo - od iberyjskich i latynoskich dyktatur katolickich, po Singapur w XX wieku. Rosja i Chiny to najbardziej oczywiste przykłady współczesne.

Innymi słowy - jeżeli nie jesteśmy w stanie jako społeczeństwo wywalczyć/zachować dla siebie wolności, choćby wybiórczej i kulawej, a często także bezdusznej, jak ta, która była w III RP, to nikt inny nam jej nie wywalczy. Ani inne państwa, ani wielkie korporacje. A już na pewno nie korporacje religijne, takie jak Kościół katolicki, który sam przecież jest dyktaturą i świetnie dogaduje się z wszelkimi reżimami autorytarnymi, o ile sam ich nie współtworzy, tak jak faszyzm w wielu krajach XX-wiecznej Europy.

Putinowska Rosja, jako dyktatura w pełni ukształtowana, jest wzorem dla polskich zamachowców. Wzorem kształtowania prawa, uprawiania propagandy, wasalizacji biznesu, zarządzania pseudoopozycją. Nie jest to z mojej strony to tylko złośliwostka; to trzeźwa obserwacja faktów. Wojna na Ukrainie toczy się pod hasłem zwalczania wpływów „Gejropy”, bo tak Unię Europejską nazywa putinowska propaganda. A w cieniu jakiej walki odbyły się poprzednie 3 kampanie wyborcze w Polsce (europejska, prezydencka i parlamentarna)? Czy nie pod hasłem walki z „ideologią LGBT”? Są nawet wprost kopiowane rozwiązania prawne (zakaz „propagandy LGBT”), zwalcza się niezależność sądów. Oczywiście, PiS nigdy się nie przyzna do tej inspiracji, wszak zwerbował swój żelazny elektorat na strachu przed Rosją po katastrofie smoleńskiej.

Rzecz jasna, są też cechy lokalne nadwiślańskiej dyktatury w budowie. Jest nią katolicyzm i rozbudzanie strachu przed islamem. Z tym ostatnim związane jest bestialstwo i - do niedawna - stan wyjątkowy na Podlasiu. Trenowanie służb mundurowych w uśmiercaniu uchodźców w podlaskich lasach oraz doświadczenie w przetrzymywaniu uchodźców w specjalnych obozach okaże się na wagę złota, gdyby w rządowych katowniach doszło w końcu do wielkiej rozprawy z opozycją. Tak jak miało to miejsce w Turcji kilka lat temu, po nieudanym zamachu na Erdogana. Tam z pewnością bardzo przydały się doświadczenia z czasów znęcania się służb tureckich nad Kurdami.

Cechą charakterystyczną polskiego reżimu jest, oczywiście, jego związek z Kościołem katolickim. Bez wsparcia kleru katolickiego PiS nie wygrałby żadnych wyborów i nie byłoby nawet mowy o próbie przewrotu w putinowskim stylu w Polsce. U nas też doszło do czegoś, co nie miało dotąd miejsca w żadnej z innych euroazjatyckich dyktatur - zalegalizowano znęcanie się nad kobietami, a nawet ich faktyczne uśmiercanie przez ustawowy przymus rodzenia uszkodzonych płodów. Takiej pogardy dla kobiet, jak w katolickiej Polsce, nie ma w żadnej innej euroazjatyckiej dyktaturze. Przypomnę tylko, że ani Putin, ani Łukaszenka, ani Orban nie odważyli się na delegalizację aborcji, co fanatycy katoliccy w Polsce zrobili już w 1993 roku. Jest to więc polski wkład w euroazjatyckie nowe zniewolenie i bestialstwo. Nawiązując do PiS-owskiej poetyki: to jest putinizm +; putinizm plus katolicyzm.

Wojna w Ukrainie przyniosła pewne zmiany w postępach zniewolenia w Polsce. Wprawdzie PiS musi teraz intensywnie udawać proeuropejskość i współpracować z nieprawicowym prezydentem USA, ale jednocześnie siły oporu społecznego w Polsce bardzo osłabły.

Wiadomo, że tylko niewielka część ludzi w Polsce jest jakoś zaangażowana społecznie. Osoby, które stawiają opór PiS-owi to często te same, które zaczęły nieść pomoc uchodźcom. Nic dziwnego. Ratowanie ludzi jest zawsze najpilniejsze. Tym bardziej, że rząd, być może specjalnie, zrzucił ten obowiązek na barki społeczeństwa. Dał zajęcie opozycji. Jednocześnie, gdy wojna się rozkręcała, PiS mianował kolejnych nielegalnych sędziów, utrzymywał faktyczny stan wyjątkowy na Podlasiu, itp. Cichcem umacnia się przewrót. Dyktatury niczego tak nie kochają jak wojny. Nieważne czy to dyktator napada, czy jest napadnięty, czy może wojna jest tuż obok - stan nadzwyczajny, narodowa mobilizacja i poczucie niepewności oraz strach zawsze służą dyktaturze. Stąd m.in. paradoksalny sukces wyborczy prorosyjskiego Orbana na Węgrzech.

Jest więc bardzo kiepsko. Jeszcze przed wojną dowiedzieliśmy się od Tuska, że opozycja będzie pilnowała teraz przebiegu głosowań w każdej komisji wyborczej w Polsce. Cudownie! Czyli nie pilnowała tego do tej pory. Jak to możliwe?! Ale jeżeli uda się to zrealizować, to byłby jakiś sukces w takim razie, bo szczególnie druga tura ostatnich wyborów prezydenckich wyglądała na zwyczajnie sfałszowaną. Ale nie tylko na tym opiera się moja nadzieja, czy też może nadzieja na nadzieję. Także na tym, że nic nie trwa wiecznie. Wieczny nie jest również Kaczyński, a po jego odejściu PiS pogrąży się w chaosie. Opozycję mamy marną, ale każdego roku dorastają nowi ludzie. Młodsze pokolenie nie chce PiS i nie chce Kościoła katolickiego. I to też jest nadzieja na nadzieję. Kościół także nie przestaje się kompromitować w czasie tej wojny. Wielka wędrówka ludów, która przetacza się przez Polskę ma swój wielokulturowy i wieloświatopoglądowy potencjał, który otwiera niektóre głowy i serca. Poza tym, mam nadzieję, że coraz więcej osób znajdzie sens życia w realizowaniu nie tylko prywatnych i rodzinnych celów, ale różnych wspólnych, społecznych zadań. To może być naprawdę uskrzydlające i satysfakcjonujące!

Zamiast marnować życie przed telewizorem, można zrobić tyle dobrych rzeczy wokół siebie! Nawet przez internet! Także, a może zwłaszcza, na emeryturze. Wiem, że tego nas nie nauczono, ale można się tego nauczyć samemu. Nie liczmy na mesjaszy, bo oni albo nie nadejdą, albo nadejdą jako socjopaci. Samo pójście na wybory to o wiele za mało. Prawdziwa, głęboka i trwała zmiana będzie możliwa tylko dzięki zaangażowaniu kolejnych setek tysięcy ludzi, dzięki pobudzaniu się nawzajem do zaangażowania, na budowaniu kultury aktywizmu i wsparcia. Bardzo wiele osób w Polsce już tak żyje i tylko dzięki temu nie ma jeszcze w Warszawie nie tylko Mińska, Ankary lub Moskwy, ale nawet Budapesztu. Ale to jeszcze za mało, trzeba jeszcze kilkuset tysięcy zaangażowanych więcej.



Adam Cioch (Marek Krak), publicysta, autor książek o przemocy i manipulacji religijnej: www.letraprint.pl



1Ważną rolę odgrywają też tygodniki, a wśród nich Polityka, Newsweek i Przegląd (Przyp. Red.)





Racje - strona główna
Strona "Sapere Aude"