[ Strona główna ]

RACJE

PO NAMYŚLE


Joanna Hańderek

PRECZ OD NASZYCH GROBÓW I NASZEJ ŚMIERCI

Refleksje po dniu zmaralych


Dzień wszystkich świętych, a zaraz potem dzień zmarłych. W kościele katolickim 1 listopada obchodzi się święto chrześcijan, ale - co ważne- tylko tych, którzy osiągnęli zbawienie. Kto obchodzi to święto, powinien teoretycznie wierzyć w świętych i ich oddziaływanie na nasze życie. 2 listopada mamy z kolei święto zmarłych. Wprawdzie i to święto zostało zawłaszczone przez chrześcijan, ma ono jednak zdecydowanie starszy rodowód i wiąże się z dawnymi wierzeniami. Niezależnie od tego, kto komu jakie święto ukradł, początek listopada to moment, w którym większość z nas przypomina sobie, że ma na cmentarzach coś do zrobienia.

Polacyuwielbiają żyć wedle zasady „zastaw się a pokaż się”. A zatem wypucowane nagrobki jak zawsze trzeba przyozdobić toną nikomu nie potrzebnych plastikowych śmieci. Lampioniki, lampiony, oczywiście wszystkie obowiązkowo ze znakiem krzyża, czy innych symboli religii katolickiej. Kwiaty, wieńce, bukiety, głównie sztuczne. Większość ozdób plastikowych, dorzucanych kolejny raz do wysypiska śmieci rzeczy nie potrzebnych a za to trwałych i szkodliwych.

Co roku ten sam marsz na groby. Co roku to samo histeryczne rozdarcie pomiędzy katolicką dominacją a starymi wierzeniami. W święta katolickie w przejaskrawiony sposób można dostrzec ten stan zakłamania i schizofrenii społecznej; panu plebanowi na tacę, sąsiadom w oczy, własnemu sumieniu spokój i potwierdzenie, że pamiętamy o zmarłych krewnych i znajomych. Potem przez rok niepamięć, życie własnym, świeckim życiem, z przerwami na kolejne święta, polerowanie samochodów, mycie okien, bieganie na mszę i dawanie do koszyczka podsuniętego przez rękę kościelnego cerbera.

W całym tym zamieszaniu boli jedno. Już nie tak bardzo dwuznaczność niepamięci o zmarłych zapakowanej w piękne dekoracje nagrobne, ale to bezsensowne zanieczyszczanie świata. Tony plastiku wylewające się na betonowych pustyniach nekropolii. Kościół katolicki żyje, sprzedając śmierć ładnie opakowaną. Monopol kościelny na święta, pilne przestrzeganie, by każdy pragnął wpisać się w rytuał religijny daje pieniądze tylko jednej stronie: kościelnej. My zostajemy z pustką w kieszeniach i rozrastającym się śmietniskiem.

To wielka szkoda, że ślepo podążamy za tradycją, to wielka strata, że ciągle pozwalamy, by kościół dominował w naszym życiu i naszych obrzędach. Czas najwyższy, by zmienić nasze postępowanie i podejście do śmierci i do pochówków. W czasach kryzysu klimatycznego, gdzie jedyną nadzieją na przetrwanie jest przywrócenie terenów zielonych, zamiast betonowych, lastrykowych i marmurowych nekropolii przydałyby się nam drzewa. Cmentarze lasy, gdzie urny byłyby równocześnie doniczkami. Cmentarze z grobami będącymi równocześnie przestrzenią zielonego świata a nie betonu. Kościół katolicki ze swoim monopolem na śmierć, doprowadził do wynaturzenia samego cmentarza, gdzie psom i innym zwierzakom wejść nie wolno (nie mówiąc o pochowaniu psa w grobie jego ludzkich przyjaciół), gdzie tony śmieci zalegają jako znak miłości i pamięci.

Czas najwyższy, by odebrać kościołowi monopol na naszą pamięć i niepamięć o zmarłych, czas najwyższy, by cmentarze stały się przestrzenią zieloną, z urnami dającymi życie, zieleń, ze zwierzętami pozaludzkimi obecnymi w naszym życiu a więc i w naszej śmierci.

Szkoda miejsca, szkoda klimatu i przede wszystkim szkoda naszej pamięci. Być może nasi zmarli dłużej by byli w naszej pamięci, gdybyśmy mogli czcić wspomnienia o nich na nasz, wybrany przez siebie sposób, a nie pod dyktando kościelnych “paranoi”.

Urna to dobre miejsce na drzewo, koniec życia jest przecież początkiem nowego. Cmentarze dla zwierząt mogą rosnąć razem z tymi ludzkimi. Taka mała zielona rewolucja w nekropoli, poza kościelną dyktaturą.








Racje - strona główna
Strona "Sapere Aude"