J.A. Haught Święty koszmar

A. Dominiczak
Bez miłosierdzia


P. L. Williams Watykan zdemaskowany

P. Naperała
Żołnierz i filozof - Tadeusz Kościuszko
przeciw królom, carom i kościołom


B. Russell
Religia i nauka


B. Devos
Byłem w Opus Dei


Ch. Hitchens
Misjonarska miłość




Bertrand Russell

POSKRAMIANIE WŁADZY





Psychologiczne uwarunkowania poskramiania władzy są w pewnym sensie najtrudniejszą kwestią. W odniesieniu do psychologii władzy zauważyliśmy, że strach, wściekłość i inne gwałtowne zbiorowe emocje przyczyniają się do ślepego podążania ludzi za przywódcą, który w większości wykorzystuje ich wiarę do wprowadzenia swojej tyranii. Dlatego dla zachowania demokracji ważne jest zarówno unikanie okoliczności tworzących ogólne emocje, jak też prowadzenie wychowania w sposób obniżający podatność ogółu na tego typu nastroje. Jeżeli przeważa duch zaciekłego dogmatyzmu, to jakakolwiek opinia, z którą ludzie się nie zgadzają, jest w stanie sprowokować zerwanie pokoju. Uczniowie w szkole mają skłonności do złego traktowania chłopca, którego opinie są w jakimkolwiek sensie dla nich dziwne, a wielu dorosłych mężczyzn poza ten poziom umysłowy uczniów nie wychodzi. Propagowanie zabarwionych sceptycyzmem liberalnych nastrojów ułatwia nieco współpracę społeczną i sprawia, że wolność jest bardziej możliwa.

Entuzjazm rewizjonistyczny, taki jak u nazistów, budzi w wielu podziw dla swojej energii oraz samo wyrzeczenia się. Zbiorowe podniecenie, obejmujące niewrażliwość na ból, a nawet na śmierć, nie jest czymś historycznie odosobnionym. Tam, gdzie występuje, wolność nie jest możliwa. Entuzjastów można powstrzymać tylko siłą, w przeciwnym razie to oni użyją siły wobec innych. Pamiętam pewnego bolszewika, którego spotkałem w Pekinie w 1920 roku. Maszerował po pokoju w tę i z powrotem wykrzykując całkowicie prawdziwe słowa: „Jak my ich nie zabijem, to łone zabijom nos!" Istnienie takich nastrojów po jednej stronie powoduje oczywiście wytworzenie podobnych nastrojów po stronie drugiej. Konsekwencją jest walka do końca, a wszystko jest podporządkowane zwycięstwu. W trakcie tej walki rząd zdobywa despotyczną władzę z powodów militarnych. Na koniec, jeżeli odniesie zwycięstwo, najpierw wykorzystuje swoją władzę do zniszczenia tego, co pozostało z wroga, a następnie do umocnienia dyktatury nad swoimi zwolennikami. Wynik jest zupełnie inny niż ten, o jaki walczyli entuzjaści. Entuzjazm, mimo że jest w stanie przynieść pewne rezultaty, rzadko osiąga to, czego pragnie. Podziw dla zbiorowego entuzjazmu jest lekkomyślny i świadczy o braku odpowiedzialności, gdyż jego owocami są zawziętość, wojna, śmierć i niewolnictwo.

Wojna jest głównym orędownikiem despotyzmu oraz największą przeszkodą w ustanawianiu systemu, w którym na tyle, na ile jest to możliwe, unika się nieodpowiedzialnej władzy. Zapobieganie wojnie jest więc istotną częścią naszego problemu – powiedziałbym, że nawet najistotniejszą. Ufam, że jeżeli świat zostanie kiedykolwiek uwolniony od strachu przed wojną, niezależnie, pod jakimi rządami czy w jakich systemach ekonomicznych to nastąpi, znajdzie też z czasem sposoby na łagodzenie okrucieństwa swoich przywódców. Z drugiej strony wojna, a w szczególności wojna nowoczesna, promuje dyktaturę poprzez stwarzanie sytuacji, w której ludzie bojaźliwi szukają przywódcy, a co odważniejsze jednostki dołączają do stada.

Ryzyko wybuchu wojny powoduje powstanie pewnego rodzaju masowej psychologii – i na odwrót, tam gdzie istnieje taki rodzaj psychologii, zwiększa się ryzyko wybuchu wojny i prawdopodobieństwo pojawienia się despotyzmu. Musimy więc rozważyć, jaki rodzaj wychowania sprawi, że społeczeństwa będą najmniej podatne na zbiorową histerię i zdolne w najwyższym stopniu do udanego praktykowania demokracji.

Jeżeli demokracja ma przetrwać, potrzebne jest szerokie rozpowszechnienie dwóch na pierwszy rzut oka sprzecznych cech. Z jednej strony ludzie muszą sobie do pewnego stopnia ufać oraz chcieć popierać własne osądy. Musi istnieć propaganda polityczna przeciwnych kierunków posiadających wielu zwolenników. Z drugiej jednak strony, ludzie muszą być gotowi do podporządkowania się decyzji większości — nawet gdy będzie ona wymierzona przeciwko nim. Może zawieść którekolwiek z tych uwarunkowań: ogół może być zbyt uległy i podążać za żywiołowym przywódcą albo każda z partii może postępować zbyt apodyktycznie, w rezultacie czego naród popadnie w anarchię.

Związki wychowania z tą kwestią można przedstawić w dwóch aspektach: po pierwsze, w odniesieniu do charakteru i emocji, po drugie zaś, w odniesieniu do poleceń. Zacznijmy od aspektu pierwszego.

Jeżeli demokracja ma działać skutecznie, ogół obywateli musi być wolny od nienawiści i niszczycielskich instynktów, a także od lęku i poczucia poddaństwa — na tyle, na ile jest to możliwe. Emocje te mogą być następstwem okoliczności politycznych lub gospodarczych, lecz teraz chciałbym się skupić nad rolą, jaką odgrywa wychowanie w czynieniu ludzi bardziej lub mniej na te okoliczności podatnymi.

Niektórzy rodzice i niektóre szkoły rozpoczynają od prób nauczenia dzieci całkowitego posłuszeństwa, przy czym postępowanie takie prawie zawsze stwarza niewolników lub buntowników, a żaden z nich nie jest demokracji potrzebny. Co do skutków surowego i popartego dyscypliną wychowania, wyrażony przeze mnie pogląd podzielają również wszyscy dyktatorzy Europy. Po wojnie prawie wszystkie kraje Europy miały wiele bezpłatnych szkół, pozbawionych zbyt ostrej dyscypliny oraz szacunku dla nauczycieli. I jedna po drugiej autokracje wojskowe, w tym Republika Sowiecka, tłamsiły wolność w szkołach i powracały do starego drylu oraz traktowania nauczyciela jako „fuhrera” albo „duce” w miniaturze. Możemy wyciągnąć wniosek, że dyktatorzy postrzegają istnienie pewnego stopnia wolności w szkołach jako odpowiednie przygotowanie do demokracji, a wprowadzenie autokracji w szkole jako naturalne preludium do zaistnienia autokracji w Państwie.

Mężczyźni i kobiety żyjący w demokracji nie powinni być ani niewolnikami, ani buntownikami, lecz obywatelami, a więc osobami, które mają same tyle mentalności władzy, ile trzeba, i na, tyle samo godzą się u innych. Tam, gdzie demokracja nie istnieje, mentalność władzy jest mentalnością panów w stosunku do poddanych. Tam, gdzie istnieje demokracja, jest też mentalność współpracy, obejmująca domaganie się uznania dla swoich opinii, lecz nie dalej niż do pewnego punktu.

Prowadzi to nas do źródła kłopotów dla wielu demokratów, a mianowicie do tego, co nazywa się „zasadą". Bardzo sceptycznie należy w większości traktować gadanie o zasadach, samopoświęceniu, bohaterskim oddaniu sprawie i tym podobnych. Odrobina psychoanalizy ujawni zawsze, że obok tych doskonałych określeń idzie coś zupełnie innego: duma, nienawiść albo pragnienie zemsty, które zostały wyidealizowane, skolektywizowane oraz przybrały formę szlachetnego idealizmu. Wojowniczego i gotowego walczyć za kraj patriotę można podejrzewać o czerpanie przyjemności z zabijania. Łagodna populacja, która została obdarowana łagodnością i szczęściem w dzieciństwie, która w młodości uznawała świat za przyjazne miejsce — nie będzie rozwijać tego rodzaju idealizmu zwanego patriotyzmem, wojny klas ani niczego takiego, co polega na łączeniu się w celu zabicia dużej liczby ludzi. Uważam, że tendencję do powstawania okrutnych form idealizmu nasila nieszczęśliwe dzieciństwo, byłaby zaś mniejsza, gdyby wczesne wychowanie emocjonalne było takie, jak powinno. Fanatyzm jest wadą częściowo emocjonalną, a częściowo intelektualną. Należy go zwalczać szczęściem tego rodzaju, które czyni ludzi łagodnymi, oraz tym rodzajem inteligencji, która tworzy naukową formę umysłu.

Opanowanie konieczne dla zapewnienia powodzenia demokracji jest w praktyce dokładnie tym, czym jest opanowanie naukowe w życiu intelektualnym. Można to porównać do zajazdu między dwiema miejscowościami — sceptycyzmem i dogmatyzmem. Prawda nigdy nie jest całkowicie osiągalna lub nieosiągalna. Jest osiągalna tylko do pewnego stopnia, i to właśnie jest ta jedyna trudność.

Nowoczesne formy autokracji łączą się zawsze z takim lub innym credo: Hitlera, Mussoliniego, Stalina. Tam, gdzie istnieje autokracja, wpaja się w młode umysły – zanim nabiorą zdolności myślenia – zestaw przekonań w procesie nauki tak nieprzerwanej i wytężonej, iż rodzi się nadzieja, że uczniowie nigdy później nie będą już w stanie wydobyć się spod hipnotycznego wpływu pierwszych lekcji. Przekonania takie wpaja się nie poprzez podawanie powodów do przyjmowania założeń ich prawdziwości, lecz poprzez powtarzanie w papuzim rytmie, poprzez masową histerię i masową sugestię. Kiedy dwa przeciwstawne credo zostaną w ten sposób wpojone, tworzą się dwie zwierające się w walce armie, nie zaś strony zdolne do dyskusji. Każda zahipnotyzowana i działająca automatycznie jednostka czuje, że wszystko, co najświętsze, związane jest ze zwycięstwem jego strony — wszystko zaś, co najokropniejsze, reprezentuje strona druga. Tak fanatyczne frakcje nie mogą się już spotkać w parlamencie i powiedzieć: „zobaczmy, która strona ma większość". Byłoby to zbyt przyziemne w sytuacji, gdy każda ze stron staje w obronie uświęconego celu. Jeżeli mamy unikać dyktatury, należy zapobiegać tego rodzaju dogmatyzmowi, a środki zapobiegawcze stanowić powinny istotną część wychowania.

Jeżeli miałbym kierować wychowaniem dzieci, wystawiłbym je za pośrednictwem BBC na oddziaływanie najbardziej porywających i elokwentnych zwolenników wszystkich możliwych kwestii. Następnie nauczyciel zachęcałby dzieci do podsumowania użytych argumentów, sugerując delikatnie, że elokwencja jest odwrotnie proporcjonalna do rozumu. Osiągnięcie niewrażliwości na krasomówstwo jest bowiem dla obywateli demokracji rzeczą najwyższej wagi.

Współcześni praktycy propagandy uczyli się u specjalistów od reklamy, przewodzących w technice kształtowania nieracjonalnych przekonań. Wychowanie należy zaplanować tak, by przeciwdziałało naturalnej łatwowierności i naturalnemu niedowiarstwu ludzi niewykształconych, a więc zwyczajowi dawania wiary tezom nieuzasadnionym, ale wypowiadanym z emfazą, i odrzucania poglądów wypowiadanych bez emfazy, nawet gdy są poparte najbardziej rozumnymi argumentami. Działania rozpocząłbym w przedszkolu. Dzieci musiałyby wybrać jeden z dwóch rodzajów cukierków. Jedne cukierki byłyby bardzo dobre, ale zalecane z pomocą chłodnych i precyzyjnych wypowiedzi opisujących ich składniki, drugie zaś byłyby paskudne, ale zalecane przy wykorzystaniu najlepszych umiejętności najdoskonalszych specjalistów od reklamy. Nieco później dałbym dzieciom do wyboru dwa miejsca spędzenia wiejskich wakacji: ładne miejsce polecane przy użyciu mapy konturowej oraz miejsce okropne, ale reklamowane doskonałymi plakatami.

W podobnym duchu należy prowadzić nauczanie historii. Wybitni oratorzy i pisarze – przy zachowaniu pozorów ogromnej mądrości – bronili stanowisk, których obecnie nie broni już nikt, a więc istnienia czarów lub dobrodziejstw płynących z niewolnictwa. Należałoby skłaniać młodzież do poznawania tych mistrzów krasomówstwa i doceniania ich retoryki, a jednocześnie ukazać, jak kurczowo trzymali się oni całkowicie błędnych koncepcji. Stopniowo przeszedłbym do kwestii bieżących. Dla zachęcenia zacząłbym od przeczytania im jakiejś ciekawostki, na przykład na temat niedawnych wydarzeń w Hiszpanii (lub na inny temat najbardziej kontrowersyjny w danej chwili) najpierw z „Daily Mail", a potem z „Daily Worker". Następnie poprosiłbym, by uczniowie wywnioskowali, co tak naprawę tam się stało. Jedną z najbardziej przydatnych rzeczy dla obywatela żyjącego w demokracji jest umiejętność wykrywania poprzez czytanie gazet, co naprawdę się dzieje. Należałoby w tym celu porównać treść gazet wydawanych w kluczowych momentach wielkiej wojny (I wojny światowej) z tym, co się według oficjalnej historii wydarzyło. A kiedy uderzy twoich uczniów nieprawdopodobna histeria wojenna gazet tego okresu, ostrzeżesz ich, że wszyscy oni mogą z dnia na dzień popaść w podobne szaleństwo przy pierwszym kontakcie z budzeniem żądzy krwi i podżeganiem do terroru przez władze. Chyba że bardzo starannie będą doskonalić umiejętność wyważonego i ostrożnego osądu.

Nie jest jednak moim zamiarem nauczanie wyłącznie negatywnej postawy emocjonalnej. Nie sugeruję też, że wszystkie silne emocje trzeba po analizie oceniać negatywnie. Jestem zwolennikiem takiej postawy wyłącznie w odniesieniu do emocji stanowiących podstawę zbiorowej histerii, która ułatwia wybuchy wojen i pojawianie się dyktatur. Mądrość nie jest jedynie intelektualna: intelekt może kierować i prowadzić, nie generuje jednak siły prowadzącej do działania. Siła ta musi wynikać z emocji. Pożądane społecznie emocje, formowane we wczesnym dzieciństwie, trudniej jest wywołać niż nienawiść, gniew czy strach. Wiele także zależy od okoliczności ekonomicznych. Na drodze zwykłegowychowania można zapewnić pożywkę dla takich pożądanych emocji i dzięki temu przybliżyć realizację tego, co życiu ludzkiemu może nadać wartość.

Rolę tę pełniła w przeszłości religia. Kościoły miały jednak także inne cele, a ich dogmatyczna postawa powodowała trudności. Dla tych, którzy nie akceptują tradycyjnej religii, istnieją inne sposoby postępowania. Niektórzy realizują swoje potrzeby w muzyce, inni w poezji. Dla innych rolę tę pełni astronomia. Kiedy zastanowimy się nad rozmiarem i wiekiem naszego Układu Słonecznego, spory na naszej, raczej mało znaczącej planecie tracą nieco na swym znaczeniu, a ich zaciekłość wydaje się wręcz śmieszna. Kiedy zaś uwolnimy się od negatywnych emocji, zdamy sobie sprawę – dzięki muzyce lub poezji, historii lub nauce, pięknu i bólowi – że naprawdę wartościowe w życiu ludzkim jest to co indywidualne, a nie rozgrywające się na polach bitew lub w starciach polityków, czy też w zorganizowanym marszu mas ludzkich w kierunku narzuconego im z zewnątrz celu. Zorganizowane życie społeczności jest konieczne, ale tylko jako mechanizm, a nie coś, co należy cenić samo w sobie. Największa wartość ludzkiego życia jest bardziej zbliżona do tego, o czym mówili wielcy nauczyciele religijni. Ci, którzy wierzą w Zbiorowość Państwową, utrzymują, że nasze najważniejsze działania są zbiorowe – podczas gdy moim zdaniem najlepiej rozwijamy się na swoje różne sposoby. Uważam też, że emocjonalną jedność tłumu można osiągnąć tylko na niższym poziomie.

Istotna różnica między poglądem liberalnym a wyznawanym przez państwo totalitarne jest taka, że pierwszy widzi pomyślność państwa w pomyślności jednostki, podczas gdy ten drugi traktuje państwo jako cel, jednostki zaś stanowią niezbędne środki, których pomyślność musi zostać podporządkowana mistycznej całości, stanowiącej przykrywkę dla interesów rządzących. Starożytny Rzym miał w sobie coś z państwa – świątyni, lecz chrześcijaństwo walczyło z cesarzami i w końcu zwyciężyło. Ceniący jednostkę liberalizm niesie w sobie chrześcijańską tradycję, a jego przeciwnicy wskrzeszają określone doktryny przedchrześcijańskie. Czciciele idei państwa od początku uważali wychowanie za klucz do sukcesu. Przejawia się to na przykład w dotyczących w dużej mierze wychowania „ Mowach do narodu niemieckiego” Fichtego. Pragnienia Fichtego przedstawia poniższy fragment:

Jeżeli ktoś by zapytał: «Jak ktokolwiek mógłby wymagać od wychowania czegoś więcej niż tego, że powinno pokazywać uczniowi dobro i usilnie mu je zalecać? To, czy pójdzie on drogą tych zaleceń, to jego sprawa, a jeżeli tego nie uczyni, będzie to tylko jego wina. Ma wolną wolę, której nie może mu odebrać żadne wychowanie», odpowiedziałbym, w celu bardziej precyzyjnego scharakteryzowania wychowania, jakie mam na myśli, że liczenie się z wolną wolą ucznia to pierwszy błąd dotychczasowego wychowania, jego bezsilność i pustka. Ponieważ, skoro przyznaje, iż po wszystkich jego najusilniejszych zabiegach wola pozostaje wolna, oscylując niezdecydowanie między dobrym a złym, przyznaje tym samym, że ani nie może, ani nie chce ukształtować woli. Przyznaje też, że wola jest niezbędnym rdzeniem samego człowieczeństwa. Utrzymuje więc, że kształtowanie takie jest całkiem niemożliwe. Nowe wychowanie, w przeciwieństwie do tego, będzie musiało opierać się na całkowitym zniszczeniu wolnej woli na obszarze, którym podjęło się zająć”.

Jego rozumowanie, usprawiedliwiające pragnienie stworzenia „dobrych" ludzi, nie polega na tym, że są oni sami w sobie lepsi od ludzi „złych". Polega na tym, że „jedynie w takich (dobrych ludziach) może przetrwać naród niemiecki, jednak poprzez złych ludzi będzie musiał mieszać się z obcymi narodami".

Wszystko to można uznać za dokładną antytezę tego, co pragnie osiągnąć liberalny nauczyciel. Nie chcąc „zniszczyć wolności woli", będzie zmierzał do wzmocnienia indywidualnego osądu. Będzie w sposób naukowy wpajał przyzwyczajenie do pogoni za wiedzą. Będzie próbował nauczyć, że przekonania są podatne na dyskusję i reagują na dowody. Nie będzie pozował przed swoimi uczniami na wszechwiedzącego, nie będzie też nawoływał do wielbienia władzy pod pozorem, że poszukuje ona jakiegoś dobra absolutnego. Umiłowanie władzy, tak jak polityka, jest głównym zagrożeniem dla wychowawcy. Człowiek, któremu można zaufać w kwestii wychowania, musi troszczyć się o swoich uczniów dla ich własnego dobra, a niejako o potencjalnych żołnierzy w armii propagandystów walczących za sprawę. Fichte oraz potężni ludzie, którzy przejęli jego idee, myślą, patrząc na dzieci: „Oto materiał, którym mogę manipulować, który mogę wyuczyć zachowywać się jak maszyna służąca moim celom. Przez moment mogę być skrępowany jej radością życia, spontanicznością, impulsem do zabawy, pragnieniem życia dla celów płynących z wewnątrz, nie narzuconych z zewnątrz. Jednak wszystko to umrze po latach narzuconego przeze mnie szkolenia. Fantazja, wyobraźnia, sztuka oraz siła umysłu zostaną zniszczone przez posłuszeństwo. Śmierć radości przyniesie podatność na fanatyzm. Aż w końcu doczekam się, że mój materiał ludzki będzie tak bierny, jak kamień z kamieniołomu lub węgiel z kopalni. W bitwach, do których ich poprowadzę, niektórzy z nich zginą, część przeżyje. Ci, którzy zginą, zginą triumfalnie, jako bohaterowie, a ci, którzy przeżyją, będą żyli jako moi niewolnicy z głębokim zniewoleniem umysłu, do jakiego przyzwyczają ich moje szkoły". Wszystko to brzmi wręcz strasznie dla każdej osoby obdarzonej naturalną sympatią do młodych ludzi. Podobnie jak uczymy nasze dzieci rozwagi, by nie zginęły pod kołami samochodów, tak powinniśmy je nauczyć, jak unikać zniszczenia przez okrutnych fanatyków. A w tym celu powinniśmy starać się wytwarzać w nich niezależność umysłu, nieco sceptyczną i całkowicie naukową, przy jednoczesnym zachowaniu możliwie pełnej instynktownej radości życia, tak przecież naturalnej u zdrowych dzieci. Przed liberalnym wychowaniem stoi zadanie następujące: dawać poczucie wartości rzeczy innych niż dominacja i pomagać tworzyć mądrych obywateli wolnej społeczności, a poprzez połączenie w indywidualnej kreatywności postawy obywatelskiej z wolnością — umożliwiać ludziom nadawanie ich życiu blasku, jaki – o czym mogliśmy się przekonać nie kilku przykładach – jest możliwy do osiągnięcia.







Towarzystwo Humanistyczne
Humanist Assciation