Griet Vandermassen

EWOLUCJA I FEMINIZM



Twórca teorii ewolucji nie był wolny od uprzedzeń na temat ról społecznych oraz cech osobistych przypisywanych kobietom i mężczyznom. Jego wiktoriański światopogląd i system wartości sprawiał, że nie potrafił on w pełni oddzielić osobistych przesądów od poglądów naukowych. Darwin uważał na przykład, że „mężczyźni są odważniejsi i bardziej energiczni od kobiet, że mają bardziej twórcze umysły, a główna różnica pomiędzy umysłowością kobiet i mężczyzn polega na tym, że mężczyźni, w odróżnieniu od kobiet, dążą do większej doskonałości, bez względu na to, czy to, czym się zajmują, wymaga głębokiego namysłu, zdrowego rozsądku, wyobraźni, czy tylko sprawnych rąk i zmysłów”.

Jego brak obiektywizmu zauważyła już Antoinette Blackwell, ewolucjonistka i autorka „The Sexes Throughout Nature” – pierwszego bodaj krytycznego omówienia poglądów Darwina na płeć – które ukazało się drukiem już w 1875 roku – zaledwie cztery lata po opublikowaniu „O pochodzeniu człowieka”. Jej zdaniem, Darwin w swojej teorii doboru naturalnego i płciowego nie poświęcił dostatecznie wiele uwagi roli kobiet w ewolucji. „Rzetelny opis relacji między płciami musi być oparty na faktach – nie na ideologii i uprzedzeniach” – przekonywała. Blackwell zdawała sobie sprawę, że jako kobieta narazi się na zarzut arogancji za krytykę wybitnego uczonego, uważała jednak, że jest to jej obowiązek, gdyż ograniczona, „męska” perspektywa interpretacyjna była jej zdaniem główną słabością teorii Darwina.

Według Blackwell, opisywanym przez Darwina drugorzędnym cechom płciowym mężczyzn odpowiadają równie ważne dla mechanizmu doboru płciowego cechy kobiet, stanowiące w ogólnym rozrachunku o równości obu płci, nie tylko w procesie ewolucji. Jej poglądy, choć nie całkiem wolne od wiktoriańskich wartości, w odniesieniu do kobiet były z pewnością bardziej naukowe niż patriarchalne kazania Darwina. Niestety, ani jej krytyka naiwnego darwinizmu, ani oparte na niej propozycje pozytywne, nie zyskały w wiktoriańskim świecie należytej rangi, co w wielkiej mierze przyczyniło się do powstania przepaści pomiędzy feminizmem i biologią ewolucyjną (a w późniejszych latach również psychologią ewolucyjną) – przepaści, która do dziś nie została zasypana, choć nigdy nie było dobrych powodów, żeby w ogóle powstała.

Już Blackwell zauważyła bowiem, że choć Darwin żywił przesądy na temat płci, to nauka, którą w decydującej mierze współtworzył, ma ogromny potencjał emancypacyjny. Jako pierwsza ewolucjonistka domagała się większej równości i wolności dla kobiet. Nie ona jedna. Kilka lat później, wciąż za życia królowej Wiktorii, w Wielkiej Brytanii ukazała się na przykład książka Elizy Gable pt. The Evolution of Women: An Inquiry into the Dogma of her Inferiority to Man”, której autorka, również zwolenniczka darwinizmu, podjęła ryzykowną próbę wykazania, iż teoria ewolucji dowodzi wyższości kobiet. Warto odnotować, że dzieło to przypadło do gustu niektórym współczesnym feministkom, skądinąd nieprzejednanym przeciwniczkom socjobiologii i psychologii ewolucyjnej. Można mieć wątpliwości, czy taka niekonsekwencja okaże się dla feminizmu pożyteczna. Jeśli bowiem uważamy, że jakaś teoria jest słaba naukowo i odrzucamy ją jako konstrukt ideologiczny, to z pewnością nie powinniśmy aprobować niektórych, wyrosłych na jej gruncie koncepcji tylko dlatego, że są nam bliskie politycznie!

Co zaś do związków pomiędzy teorią ewolucji a polityką i działalnością społeczną, powiedzieć trzeba, że choć – jak zauważył już Hume – nie ma bezpośredniego związku pomiędzy faktami i wartościami, a z wiedzy o przyrodzie nie wynika żaden program moralny ani polityczny, to decyzje i programy polityczne, jeśli mają być adekwatne i skuteczne, muszą uwzględniać wiedzę o naturze ludzkiej, ludzkich potrzebach i skłonnościach. W rzeczywistości zresztą wszystkie ideologie polityczne są jawnie lub niejawnie oparte na jakiejś koncepcji natury ludzkiej – również te, w myśl których natura człowieka jest właśnie taka, że nie posiada on żadnej natury. Dlatego właśnie, choć uważam, że historycznie rzecz biorąc, zarzuty tradycyjnych feministek oskarżających teorię ewolucji o seksizm są w jakieś mierze zrozumiałe, chcę wykazać, że odrzucając w całości podejście ewolucyjne, feminizm z nurtu konstruktywizmu społecznego odrzuca ważne narzędzie, umożliwiające zrozumienie i przezwyciężenie seksistowskich przesądów, dyskryminacji kobiet i innych przejawów kultury patriarchalnej.

Współczesna biologia i psychologia ewolucyjna w niczym nie zagrażają feministycznym celom i wartościom. Wręcz przeciwnie, powinny być sprzymierzeńcem każdego, kto chce zrozumieć różnice między kobietami i mężczyznami oraz skutecznie zwalczać patriarchat i jego szczegółowe konsekwencje, będące przedmiotem krytyki feministycznej. Nauki ewolucyjne wypracowały bowiem rzetelny paradygmat badawczy, umożliwiający naukowe podejście do kwestii różnic między płciami. Zgodnie z założeniami ewolucjonizmu, kobiety i mężczyźni mają różne interesy reprodukcyjne, co musi prowadzić i faktycznie prowadzi do ukształtowania się u nich odmiennych wzorców psychoseksualnych. Wiele dobrze znanych psychicznych i behawioralnych różnic miedzy płciami, uważanych przez feministki za wytwory kultury i społeczeństwa, można wyjaśnić w oparciu o znajomość mechanizmów doboru płciowego. Dopiero z tej perspektywy dostrzegamy głębokie przyczyny zachowań, postaw i skłonności rozpowszechnionych wśród przedstawicieli jednej i drugiej płci, tego na przykład, że mężczyzn bardziej pociągają młodość i uroda, jako ważne oznaki płodności, że przeciętnie bardziej oddziałują na nich bodźce wizualne; że częściej niż kobiety interpretują zachowania innych ludzi jako motywowane seksualnie, że mają większą potrzebę różnorodności seksualnej, są bardziej skłonni do ryzyka i bardziej agresywni fizycznie niż kobiety.

Na gruncie teorii doboru płciowego zrozumiała (co nie znaczy, że godna pochwały) staje się też męska posesywność. W historii ewolucyjnej naszego gatunku osobniki mniej zazdrosne i słabiej kontrolujące zachowania seksualne swoich partnerek, nie mogły odnieść i faktycznie nie odniosły sukcesu reprodukcyjnego, przez co męska permisywność seksualna nie miała szansy na upowszechnienie się w następnych pokoleniach.

Większość kobiet z kolei współzawodniczy między sobą pod takimi względami, które mężczyźni uważają za wyznaczniki atrakcyjności seksualnej: młodości i urody. Kobiety są też bardziej opiekuńcze niż mężczyźni i chętniej poświęcają się wychowaniu dzieci. Preferują ponadto mężczyzn ambitnych, nieco starszych od siebie, odnoszących sukcesy i zamożnych – takich, którzy mogą dużo zainwestować w potomstwo. Kobiety przywiązują większą wagę do jakości partnerów niż do ich ilości. Mężczyźni oceniani jako wartościowsi, są zwykle wybierani jako partnerzy seksualni.

Wymienione wyżej cechy przeciętnych mężczyzn i kobiet zostały trafnie przewidziane na gruncie teorii ewolucji, a potem potwierdzone w badaniach psychologicznych i międzykulturowych. Żadne inna teoria ludzkiej natury i kultury nie ma tej mocy wyjaśniającej i nie uzyskała tak silnego potwierdzenia formułowanych w jej ramach predykcji. Teorie socjalizacji opisują tylko, jak role płciowe wpływają na ludzi, nie próbują jednak poszukiwać odpowiedzi na pytania bardziej podstawowe: dlaczego wzory męskości i kobiecości są takie, jakie są, i dlaczego wszędzie na świecie, z niewielkimi wyjątkami, spotykamy te same różnice między płciami.

Na tym właśnie polega korzyść, jaką feminizm może odnieść z przymierza ze współczesną wersją teorii ewolucji. Ewolucyjne odpowiedzi i metateoria natury ludzkiej mogą podnieść jakość i wiarygodność krytyki feministycznej, która cierpi na brak jednolitego paradygmatu. Jak dotąd w piśmiennictwie feministycznym spotkamy wzajemnie sprzeczne koncepcje natury ludzkiej i niekończące się spory pomiędzy różnymi opcjami ideowymi, jak to się często zdarza, gdy odrzucimy podejście naukowe, z perspektywy którego najbardziej nawet zapalne problemy często okazują się pseudoproblemami. Jeśli feminizm będzie nadal lekceważył lub wręcz odrzucał dowody, jakich dostarczają biologia i psychologia ewolucyjna – nauki uwzględniające biologiczne podłoże ludzkich zachowań – nie tylko nie wybrnie z impasu teoretycznego, w jakim tkwi od lat, ale jeszcze bardziej osłabi swoje wpływy społeczne i polityczne.

Wszystko, co powiedziano wyżej, nie oznacza, że wolno nam dokonywać łatwych ekstrapolacji danych pochodzących z badań świata zwierzęcego lub świata naszych praprzodków na świat współczesnych ludzi. Rzecz tylko w tym, aby w pełni uwzględnić fakt, że tak jak nie jesteśmy wyłączeni spod prawa grawitacji, nie jesteśmy również, jako istoty organiczne, wyłączeni z działania praw ewolucji. Nasze mózgi kształtowały się przez setki tysięcy, czy nawet miliony lat, pod wpływem różnorodnych nacisków selekcyjnych, tak samo jak potrzeba zdobycia pożywienia, rozpoznawania twarzy, udziału w wymianie społecznej i znalezienia odpowiedniego partnera seksualnego. Bez tych oddziaływań i będącej ich skutkiem architektury mózgu, umożliwiającej nam podejmowanie adekwatnych decyzji, nie bylibyśmy w stanie funkcjonować jako ludzie. Wartość teoretyczna podejścia ewolucyjnego polega przede wszystkim na tym, że na jego gruncie można formułować wiele płodnych, strukturalnych hipotez. Ewolucjoniści przewidzieli na przykład, co potem potwierdzono w badaniach prowadzonych wśród wielu gatunków zwierząt, że udział ojca w opiece nad potomstwem będzie prawdopodobnie niewielki, lub że wcale go nie będzie tam, gdzie niska jest pewność ojcostwa, gdzie ojcowska opieka nie zwiększa istotnie szans potomstwa na przeżycie, lub gdy zmniejsza szanse samca na kopulowanie z innymi samicami. Przewidziano także i potwierdzono w badaniach, że u zwierząt z zapłodnieniem wewnętrznym, płeć mniej inwestująca w rozmnażanie, – na ogół samce – będzie dążyć do pełnej kontroli nad życiem seksualnym drugiej płci, czyli w większości samic, gdyż tylko w ten sposób samce mogą zwiększyć pewność ojcostwa.

Wiele feministek zupełnie słusznie utrzymuje, że głównym celem patriarchatu jest umocnienie męskiej kontrolą nad seksualnością kobiet. Tradycyjny feminizm nie potrafi jednak wyjaśnić, skąd się ta skłonność u mężczyzn wzięła. Teoria ewolucyjna potrafi. Darwinistki sformułowały hipotezy wyjaśniające, w jaki sposób wzorzec męskiej dominacji i żeńskiego podporządkowania, rozpowszechniony wśród naczelnych, doprowadził do rozwoju patriarchalnych stosunków u ludzi. Podczas gdy tradycyjna krytyka feministyczna skupia się na bezpośrednich przyczynach i skutkach patriarchatu, psycholodzy ewolucyjni wzbogacają analizę o nowy wymiar, koncentrujący się na poszukiwaniu ewolucyjnych źródeł męskiego dążenia do kontroli kobiet. Pełne zrozumienie zjawiska patriarchatu możliwe jest tylko pod warunkiem połączenia tych perspektyw.

Powyższe uwagi mogą brzmieć jak stare, zużyte stereotypy na temat „naturalnych” cech kobiet i mężczyzn, w rzeczywistości jednak bardzo się od nich różnią. Dzięki Darwinowi, natura nie jest już tym, czym kiedyś była. Przed Darwinem postrzegana była jako statyczna, harmonijna i uporządkowana; wszystkie istoty żywe miały w niej swoje ustalone miejsce i posiadały niezmienną „naturę”, daną przez Boga. Darwin wykazał, że obraz ten jest zupełnie fałszywy. Istoty żywe nie mają żadnej “twardej” natury, ponieważ zmienność i różnorodność są podstawowym surowcem procesów ewolucyjnych. Teoria ewolucji mówi tyle samo o wpływie środowiska, co o wrodzonych dyspozycjach organizmów; pozostają one ze sobą w nieprzerwanej interakcji. Większość mechanizmów adaptacyjnych nie może zaistnieć bez wystąpienia swoistych, środowiskowych wyzwalaczy, co również oznacza, że wprowadzając odpowiednie zmiany w środowisku – również środowisku kulturowym – wymuszamy zmiany w zachowaniu, odczuwaniu i myśleniu żyjących w nim zwierząt i ludzi. Esencjalizm i determinizm genetyczny to tylko naiwne filozofie. W naturze nie ma harmonii, a kobiety i mężczyźni nie zajmują w niej żadnego „naturalnego” miejsca. Biologia nie mówi nam, jak powinniśmy żyć; sami musimy decydować, do jakich wartości i do jakiego świata warto dążyć. A ponieważ dodatkowo w ramach każdej płci istnieje ogromne zróżnicowanie, ewolucyjne podejście nie przesądza i nie może przesądzać, jacy powinni być poszczególni ludzie.

Środowisko odgrywa ogromną rolę, o czym między innymi świadczy ogromna różnorodność kultur historycznych i współczesnych. Feminizm może się przyczynić do zrozumienia, w jaki sposób kultura i procesy socjalizacji wzmacniają lub osłabiają psychoseksualne predyspozycje kobiet i mężczyzn, co z pewnością nie musi prowadzić do konfliktu z podejściem ewolucyjnym. Wprost przeciwnie, metoda i dorobek nauk ewolucyjnych może ułatwić ocenę, które wyjaśnienia i projekty polityczne feministek są bardziej prawdopodobne i bardziej realistyczne niż inne.

Tak jak inne darwinistki jestem przekonana, że lekceważąc wiedzę o naszych ewolucyjnie ukształtowanych, lecz w wielkiej mierze plastycznych cechach, nigdy nie zrozumiemy źródeł ucisku i dyskryminacji kobiet. Nie zdołamy też zbudować społeczeństwa, o jakie walczą feministki; społeczeństwa, w którym każdy, niezależnie od płci biologicznej i kulturowej, otrzymuje szansę zrealizowania swojego potencjału i swoich potrzeb.


Tłum. Halina Postek i Andrzej Dominiczak






Towarzystwo Humanistyczne
Humanist Assciation