[ Strona główna ]

RACJE

Numer 1 - listopad 2019


Bernard Schweizer

DYLEMATY SATYRYKA

Czy opowiadanie żydowskich żartów czyni kogoś antysemitą?


"Wśród cywilizowanych społeczności wolność obrażania powinna być chroniona"

Nigel Warburton

W sporach o dopuszczalność obraźliwej satyry politycznej i światopoglądowej sprawcy i ofiary są od siebie wyraźnie oddzieleni. Po jednej stronie znajdują się prześmiewcy i satyrycy, po drugiej zaś ofiary, które – zdaniem zwolenników poprawności politycznej – powinny być chronione przed kpinami.

Najbardziej skrajni zwolennicy tej wizji społeczeństwa chcieliby całkowicie zakazać żartów, które mogą obrażać, podczas gdy cenzorzy umiarkowani wzywają raczej do zawstydzania ich autorów, co miałoby doprowadzić do zaniechania niestosownych praktyk.

To moralizujące podejście do humoru i satyry rodzi jednak pewne problemy i to nie tylko dlatego, że jest sprzeczne z zasadą wolności słowa. Jednym z nich jest błędne pojmowanie zarówno żartu, jak i obrazy. Ci, którzy chcą ograniczyć język satyry, zapominają często, że humor jest formą niezobowiązującego, lekkiego dyskursu, a zawarta w nim ironia jest z natury płynna i nieokreślona, dzięki czemu w wielu przypadkach wydobywa te aspekty problemów, które umykają uwadze autorów poważnych i dobrze wychowanych. Bez humoru i satyry nasz obraz świata byłby niepełny.

Dylematy

1. Czy opowiedzenie żydowskiego żartu czyni kogoś antysemitą?

Devorah Baum, autorka książki pt. „Jewish Joke” wielokrotnie przywołuje ten dylemat. Zauważa na przykład, że nawet Żydzi tacy jak ona nie są pewni, czy kawały o Żydach umacniają szkodliwe stereotypy, czy może wprost przeciwnie - osłabiają ich wpływ, parodiując i dekonstruując ich pierwotny sens. Fakt, że Żydzi sami opowiadają żydowskie kawały wydaje się przemawiać za tą drugą interpretacją.

2. Czy prześmiewcze żarty odnoszące się do rasy czynią kogoś rasistą?

Myśliciele tacy jak Steven Gimbel (Isn’t That Clever: A Philosophical Account of Humor and Comedy”) nie zgadzają się z tą opinią. Zdaniem tego autora opowiadanie żartu, który odwołuje się do stereotypu, nie wymaga uznania jego prawdziwości. Nie każdy, kto śmieje się z żartu o islamie jest islamofobem.

Badania nad śmiesznością i obraźliwością

Przyjrzyjmy się bliżej problemowi obraźliwości żartów. Opublikowałem wraz z moim kolegą ­- Karlem-Heinzem Ottem artykuł na ten temat w „European Journal of Humor Research”. Omawiamy w nim wyniki badań empirycznych na temat związku pomiędzy śmiesznością a obraźliwością na przykładzie żartów z religii. Badaniem objęliśmy wyznawców różnych tradycji religijnych, w tym muzułmanów, chrześcijan i hindusów, a także agnostyków i ateistów. Osoby badane (N=783) miały dokonać oceny śmieszności dwudziestu czterech mniej lub bardziej obraźliwych lub wręcz bluźnierczych żartów w skali od „niezabawny” do „przezabawny”. Miały także stwierdzić, czy żart był zrozumiały i czy - w ich ocenie - był obraźliwy. W badaniu wykorzystaliśmy satyryczne i humorystyczne teksty, rysunki oraz memy pochodzące z różnych źródeł.

Bez względu na wyznanie lub światopogląd osób badanych, jeśli żart został uznany za obraźliwy, ocena jego śmieszności była zwykle obniżana o około 2,5 punktu (w skali od 1 do 9). Około 50 proc. badanych chrześcijan na przykład uznało, że obraźliwy żart o Jezusie jest „niezabawny.”

Wydaje się to logiczne. Komik lub satyryk, który chce skutecznie rozbawić publiczność, musi wiedzieć, do kogo mówi, by móc przewidzieć, jak daleko może się posunąć w swych żartach. W opinii Stevena Gimbela sprzeciwu i oburzenia nie budzą żarty nietaktowne lub niesprawiedliwe, ale tylko te, które uznano za „grube”, ostentacyjnie nieliczące się z wrażliwością odbiorców.

W naszym badaniu wykazaliśmy, że bez względu na to, do jakiej grupy wyznaniowej należały osoby badane, za najbardziej zabawne uznawano żarty niereligijne, potencjalnie nieszkodliwe. Pięć z sześciu dowcipów niereligijnych znalazło się w pierwszej szóstce żartów uznanych za najśmieszniejsze, lubiane niemal tal samo przez członków każdej poddanej badaniu grupy wyznaniowej. Różnice i rozbieżności co do oceny stopnia złośliwości wiązały się tylko z żartami religijnymi. Im bardziej bezpardonowy był żart, tym więcej osób ze wszystkich grup uznawało go za mało zabawny.

Semantyczna płynność i skrajnie zależna od kontekstu natura humoru sprawiają, że praktycznie niemożliwe jest przewidzenie, jak dany żart będzie odebrany. Jest to tym trudniejsze, że dla oceny jakości dowcipu liczą się tylko trendy i tendencje, nie zaś sztywne zasady. Na przykład chrześcijanie biorący udział w naszych badaniach byli w większości urażeni następującym żartem: „Czym jest chrześcijaństwo? To historia pewnej kobiety, której romans (z Duchem Świętym) poważnie wymknął się spod kontroli.” Prawie 50 procent praktykujących chrześcijan uznało ten żart za mało zabawny. Podobna liczba badanych chrześcijan uznała go również za obraźliwy. Jednak druga połowa grupy badanych tego wyznania nie czuła się nim obrażona, a 15 proc. spośród nich oceniło ten żart jako „zabawny” lub nawet „przezabawny.” Tak więc ci, którzy chcieliby „bronić” chrześcijan przed bluźnierczym dowcipem, nie tylko ograniczyliby wolność słowa dla wszystkich, ale pozbawiliby wielu chrześcijan (nie mówiąc już o niechrześcijanach) przyjemności, jakiej doznali dzięki pomysłowości tego żartu.

Tę samą zasadę można, a nawet należy, stosować do innych religii. Czy powinniśmy zakazać „antyislamskich” żartów, aby chronić uczucia naszych muzułmańskich współobywateli? Założenie, że wszyscy chrześcijanie będą urażeni żartem, który porównuje Dziewicę Maryję do cudzołożnicy, byłoby tak samo błędne, jak domniemanie, że wszyscy muzułmanie będą obrażeni dowcipem, który porównuje Koran do urządzenia podróżującego w czasie i przenoszącego swoich czytelników do epoki średniowiecza. Tymczasem w naszym badaniu wykazaliśmy, że choć blisko 40 proc. muzułmanów uznało ten żart za „niezabawny”, a 49 proc. - za „obraźliwy”, to 18 proc. spośród nich odpowiedziało, że jest „zabawny” lub wręcz „przezabawny”.

Powyższe nie oznacza, że żarty „grube” lub rubaszne są zawsze bardziej obraźliwe niż te, które wydają się subtelne i wyrafinowane. Na przykład 15 procent objętych badaniem Hindusów za obraźliwy uznało następujący żart: „Jak wydostałeś się z Iraku? Iran! (Hindusi wymawiają nazwę tego kraju tak jak zwrot „I ran” - „biegłem”). A jednak, chociaż 15 procent hinduskich uczestników badania uznało ten żart za obraźliwy, Hindusi ocenili ten żart średnio wyżej pod względem śmieszności niż członkowie pozostałych grup wyznaniowych. Zasada ta działała w przypadku wszystkich dowcipów. Choć ogółem Hindusi odnotowali drugi najwyższy odsetek głosów „obrażonych” (ustępując pod tym względem tylko muzułmanom), nadal przyznawali najwyższe oceny za śmieszność wszystkim dowcipom, jakie przedstawiliśmy badanym do oceny. Okazało się, że zdaniem respondentów hinduskich obraźliwość żartów szkodzi ich śmieszności znacznie mniej niż w opinii badanych z innych grup wyznaniowych.

Po raz kolejny potwierdziło się, że bardzo trudno jest z góry ocenić, czy dany żart będzie uznany za obraźliwy i niezabawny.

Na koniec chcę poświęcić trochę uwagi problemowi najbardziej palącemu, o którym jednak rzadko mówi się publicznie, a mianowicie reakcji muzułmanów na lekceważące dowcipy. Przede wszystkim powinienem podkreślić, że próba muzułmańska była dość mała (N = 57), a w jej skład wchodzili głównie ludzie stosunkowo młodzi (od dwudziestu do czterdziestu lat), deklarujący się jako osoby o poglądach liberalnych. Połowa z nich pochodziła z Indii, a druga połowa ze Stanów Zjednoczonych, jednak w badaniu nie zaobserwowaliśmy istotnych różnic między obiema grupami. Z wyjątkiem jednego dowcipu, nie było znaczących różnic w odpowiedziach muzułmanów z obu krajów. Co ciekawe, w porównaniu z chrześcijanami, agnostykami, ateistami i badanymi z grupy kontrolnej, muzułmanie przeciętnie wyżej oceniali śmieszność mniej obraźliwych dowcipów, falsyfikując tym samym rozpowszechniony pogląd, w myśl którego humor jako taki jest dla wszystkich muzułmanów trudnym wyzwaniem. Owszem, badani z tej grupy okazali się najbardziej „obrażalscy” (24 proc. wszystkich testowanych dowcipów uznali za „obraźliwe”), jednak trzeba podkreślić, że za obraźliwe uznawali nie tylko dowcipy wyśmiewające islam lub jego wyznawców. Na przykład 28 proc. badanych wyznawców islamu uznało trzy bluźniercze dowcipy o chrześcijaństwie za obraźliwe (dla porównania tylko 15 procent chrześcijan określiło w ten sposób trzy porównywalne dowcipy islamofobiczne).

Wydaje się więc, że muzułmanie mają generalnie niższy próg wrażliwości na obraźliwe żarty wymierzone w różne religie, nie tylko w islam. Można to częściowo wyjaśnić faktem, że islam otacza czcią proroków, a tym samym uważa za bluźnierstwo kpiny z proroków żydowskich i chrześcijańskich, w tym Abrahama, Mojżesza i Jezusa.

Ocenie osób badanych poddaliśmy także żart rysunkowy z francuskiego czasopisma „Charlie Hebdo”. Ukazywał on osoby Trójcy Świętej zaangażowane w rodzaj trójstronnego aktu seksualnego1. Rysunek ten okazał się najmniej zrozumiały a jednocześnie najbardziej obraźliwy ze wszystkich dwudziestu czterech dowcipów uwzględnionych w badaniu. Ta kombinacja cech (niezrozumiałość i obraźliwość) sprawiła, że rysunek został uznany za najmniej śmieszny przez wszystkie grupy (ocena śmieszności na poziomie 2,9). Nawet ateiści nie byli tą kreskówką szczególnie rozbawieni (nadali jej ocenę 3,4 śmieszności). Jednocześnie za obraźliwą uznało ją tylko 9 proc. ateistów, 56 proc. chrześcijan i 35 proc. muzułmanów. Okazało się, że tak jak obraźliwy charakter żartu nie przekłada się automatycznie na jego „nieśmieszność”, tak niska obraźliwość żartu nie przekłada się automatycznie na jego wysokie walory zabawowe, nawet jeśli - jak w przypadku „Charlie Hebdo” - żart kpi z postaci, z którymi odbiorca zdecydowanie się nie identyfikuje.

Główne przesłanie tego tekstu jest następujące: wrażenie obraźliwości żartu jest na tyle mętne i nieokreślone, że nie należy się na nie powoływać dla uzasadnienia działań prawnych lub politycznych, mających na celu ograniczenie wolności humoru lub satyry. To odbiorcy powinni decydować, co jest dla nich śmieszne, a co nieśmieszne i co chcą czytać lub oglądać. Jeśli wszyscy na widowni śmieją się ze skeczu lub dowcipu, to jest to dobry skecz lub dowcip, bez względu na to, jak obraźliwa może się wydawać jego treść. Walory poznawcze humoru: odsłanianie wieloznaczności, trening elastyczności umysłu i wrażliwości estetycznej mają większą wartość niż potencjalna obraźliwość niektórych żartów. Próba prawnego ustanowienia granic humoru to próba beznadziejna, również w sensie praktycznym. Tym, którzy mają takie zamiary, należy się solidna dawka kpin i szyderczych komentarzy. Niech sobie ją wpiszą w koszty swojej szkodliwej działalności.

Tłum. Justyna Zejdler









Racje - strona główna
Strona "Sapere Aude"


Symptoma